- Strona główna »
- Styl życia »
- Rodzina »
Pan Dyrektor na „niemęskim” urlopie
Czy urlop tacierzyński przyczynia się do zmiany stereotypowego postrzegania opieki nad dzieckiem, jako domeny i powinności przede wszystkim kobiecej? Na te oraz inne pytania, dotyczące „bycia tatą”, postara się nam odpowiedzieć wyjątkowo odpowiedzialny młody ojciec – Karol Szkałuba.
Dossier
Data urodzenia: 14 marca 1982 r.
Miejsce urodzenia i zamieszkania: Szczecin
Zawodowo: dyrektor zarządzający w spółce z o.o.
Prywatnie: szczęśliwy mąż Sandry i ojciec czteromiesięcznej Ewy
Od samego początku związku moje relacje z Sandrą opierały się na partnerstwie. Nigdy nie robiliśmy podziału na czynności typowo kobiece czy typowo męskie.
Mówienie, że się nie potrafi nakarmić czy przewinąć własnego dziecka, jest opinii moim zdaniem uciekaniem od odpowiedzialności bądź zwyczajnym lenistwem.
Kiedy zdecydowałeś się na dziecko, była to świadoma decyzja?
Nie twierdzę, że dziecko było „planowane”, ale z drugiej strony szczególnie się przed nim nie wzbranialiśmy. W zasadzie, od zawsze liczyliśmy się z faktem, że może, a właściwie musi się kiedyś „pojawić”. Można nawet powiedzieć, że od początku mojego związku z Sandrą oboje zdawaliśmy sobie sprawę, że posiadanie dzieci jest naszym wspólnym celem. Z tym, że niekoniecznie wiedzieliśmy, kiedy ten „śmiały” zamysł zrealizujemy. Po prostu niczego nie planowaliśmy i czekaliśmy cierpliwie co przyniesie „los” (śmiech)
Jaka była twoja reakcja, gdy się dowiedziałeś, że będziesz tatą? Radość? Niepokój? Zdziwienie? Wyzwanie? Czułeś, że podołasz?
Chyba wszystkie te uczucia po trochu… Dowiedziałem się prowadząc samochód, więc musiałem zachować czujność, w końcu wiozłem ciężarną (śmiech). A tak na poważnie, to pierwsze odczucie to radość wymieszana z pewną formą obawy. Z jednej strony euforia, że będę tatą, z drugiej podświadomy lęk, czy aby na pewno dam radę. Nie był to jednak strach, co do tego, czy sobie poradzę bądź czy sprostam samej roli bycia ojcem – co do tego nie miałem wątpliwości. Moją głowę zaprzątały raczej myśli o zabarwieniu racjonalnym, typu: czy pomieścimy się w dwupokojowym mieszkaniu bądź czy samochód, którym obecnie dysponujemy jest na pewno bezpieczny. Emocjonalnie nie miałem wątpliwości, analizowałem jedynie techniczne aspekty tej sytuacji.
Uczestniczyłeś w narodzinach?
Nasza córka – Ewa – urodziła za pomocą „cesarskiego cięcia”, nie mogłem więc być przy Sandrze w trakcie samego zabiegu. Obserwowałem jednak wszystko przez szybę i z uwagi na to, że moja małżonka cały czas mnie widziała, starałem się nie okazywać swoich obaw związanych z przebiegiem operacji, której widok nie należy, co oczywiste, do najsympatyczniejszych. Gdy wszystkie te procedury dobiegły końca, pozwolono mi odciąć pępowinę i mogłem po raz pierwszy potrzymać Ewkę na rękach, co było niesamowitym i niezapomnianym uczuciem.
Jak byś siebie określił? Jesteś tatą „dochodzącym” czy tatą zaangażowanym, tzn. w pełni angażującym się w wychowanie dziecka?
Nie wiem. O to chyba powinieneś spytać Sandrę. Usiłuję w pełni się angażować, chociaż na razie trudno jest mówić o „wychowywaniu dziecka” w dosłownym tego słowa znaczeniu, bowiem Ewa ma dopiero pięć miesięcy. Aczkolwiek, staram się po przyjściu z pracy spędzać z nią jak najwięcej czasu.
Udaje Ci się pogodzić pracę z rodziną? Czy odczuwasz zrozumienie ze strony pracodawcy, masz wewnętrzne przekonanie o jego elastyczności? Czy też zdarzają się sytuacje, w których musisz postawić zadania zawodowe ponad pragnieniem bycia w domu? Jak się wtedy czujes?
Na szczęście, zarówno tryb mojej pracy, jak i nastawienie szefa, pozwalają mi się o to nie martwić. Wiem bowiem, że gdy będę potrzebny w domu, dostanę dzień bądź kilka dni wolnego. Równie ważne jest także przekonanie, że zawsze dysponujemy praktycznie nieograniczoną możliwością pomocy ze strony moich i Sandry rodziców, a także rodzeństwa i dziadków.
Komentarze
Dodaj komentarz
Dodaj komentarz
Zimne ręce – gorące serce
Temperatura na minusie, mroźny wiatr zrywa czapki z głów, śnieg skrzypi pod stopami – zima na dobre...











