Źli chłopcy futbolu
W piłce nożnej od dawna rządzą wielkie pieniądze. Piłkarze to nie tylko boiskowi wirtuozi, ale też część świata show-biznesu i reklamy. Dlatego z taką uwagą są śledzeni przez dziennikarzy i paparazzich, a każde ich potknięcie opisywane jest z wielką pieczołowitością.
Trzeba przyznać, że okazji ku temu dają żurnalistom co niemiara. Historia futbolu zna wielu złych chłopców. Z autobiografii mistrza świata z 1998 r. Emmanuela Petita wynika, że życie piłkarza wyznaczają narkotyki, seks i ciągłe imprezy. Oto kilku wybranych koneserów podobnych rozrywek.
Ameryka Południowa
Uznany przez wielu za najlepszego gracza w historii futbolu Diego Maradona jest zarazem jego największym enfant terrible. Nie tylko kibicom piłki nożnej znane są skandale z jego udziałem. Był dwukrotnie dyskwalifikowany za narkotyki i skazany za strzelanie z broni palnej do dziennikarzy. Niewiele brakowało, a uzależnienie od kokainy doprowadziłoby do tragicznego końca. Na szczęście dla Maradony znaleźli się ludzie, którzy pomogli mu stanąć na nogi, m.in. kubański dyktator Fidel Castro. Jako wielbiciel talentu Boskiego Diego zaoferował mu kurację odwykową na rządzonej przez siebie wyspie.
Argentyna i Brazylia to futbolowe eldorado i, obok Maradony, wirtuozów i skandalistów nie brakuje. Romario – ksywa „Krótki” – i Edmundo – „Zwierzę” – to starzy kumple z brazylijskiej reprezentacji i klubu Vasco da Gama, ale przede wszystkim z nocnych klubów Rio de Janeiro. Ich zamiłowanie do szalonych imprez najlepiej ilustrują słowa Romario: „Noc zawsze była moim przyjacielem. Kiedy wychodzę na miasto, jestem szczęśliwy, a kiedy jestem szczęśliwy, strzelam gole”. Pierwszy skandal Romario wiązał się z bieganiem nago po korytarzu hotelu, w którym przebywał zespół młodzieżowej reprezentacji Brazylii. Natomiast jego przyjaciel, Edmundo, zasłynął z boiskowych burd. Po tym, jak uderzył piłkarza Boliwii, trener zaczął rozważać wysłanie go do psychiatry. Edmundo nic sobie z tego nie robił, czego dowodem były kolejne bójki wszczynane przez niego z piłkarzami, kolegami z drużyny, dziennikarzami, a nawet z arbitrami. Posunął się bowiem do uderzenia sędziego w twarz w czasie jednego z meczów ligowych.
Za kratami
Oprócz Maradony wielu futbolistów oglądało świat zza krat bądź było poważnie zagrożonych tą perspektywą. Tony Adams, ostoja defensywy Arsenalu i reprezentacji Anglii, miał spore problemy z alkoholem. W 1989 r. spędził trzy miesiące w więzieniu za prowadzenie samochodu po pijanemu, po czym publicznie wyznał, że jest alkoholikiem. Dziś pomaga innym piłkarzom walczącym z nałogiem. Niestety, niektórzy nie mieli możliwości skorzystać z tej pomocy. Choćby genialny George Best, który zmarł z powodu niewydolności wątroby.
Lista piłkarzy, którzy mieli problemy z prawem, jest znacznie dłuższa. Zvonimir Boban, rozgrywający Milanu i kapitan Chorwacji, zaatakował ciosem karate jugosłowiańskiego policjanta, a Duńczyk Stig Toftig potraktował „z byka” właściciela kawiarni w Kopenhadze. Bobanowi się upiekło, ale Toftig odsiedział za swój wybryk trzy miesiące.
Problemy z prawem miał także holenderski internacjonał, Patrick Kluivert. W 1997 r. spowodował wypadek, w którym zginął reżyser teatralny, Marten Putman. Sąd uznał Kluiverta winnym stawianych mu zarzutów, skazał na 240 godzin pracy społecznej i zabronił prowadzenia samochodu. Wydaje się, że sędzia był nieco zbyt łagodny, ale w przypadku piłkarzy jest to chyba regułą – najczęściej dostają wyroki w zawieszeniu.
Posiedział za to Kolumbijczyk Rene Higuita za udział w porachunkach między kartelami narkotykowymi. Nagroda od bossów mafijnych była sowita, wynosiła aż 64 tysiące dolarów, jednak nie był to czysty zysk – sąd skazał Higuita na siedem miesięcy więzienia. Inny Kolumbijczyk, Faustino Asprilla, najwyraźniej pozazdrościł sławy Diego Maradonie, bo postanowił sprawdzić, jak strzela się z broni palnej pod dyskoteką. Widocznie mu się spodobało, bo prokuratura zajęła się nim po raz drugi, gdy strzelał do ochroniarzy.
Wszystkie grzechy główne futbolistów skupiają się jak w soczewce w postaci Paula Gascoigne, popularnego „Gazzie”. Gascoigne cierpi z powodu zaburzeń kompulsywno-obsesyjnych, bulimii i maniakalnej depresji, prócz oczywiście uzależnienia od narkotyków i alkoholu. Barwne życie, jakie prowadzi, sprawia, że jest ulubieńcem angielskiej prasy. Jego była żona wielokrotnie oskarżała go o gwałt, a w 2005 r. aresztowano go za napaść na fotografa. Ponownie znalazł się w areszcie w 2008 r., ale szybko go zwolniono w obawie, że zrobi sobie krzywdę. „Gazzie” twierdził bowiem, że kosmici chcą go porwać, wycinał dziury w ubraniu i symulował seks z podłogowym mopem.
Polski rodzynek
Wśród polskich futbolistów tak barwnych postaci nie ma zbyt wiele. Na zgrupowaniach kadry alkohol leje się strumieniami, a selekcjoner Franciszek Smuda, próbując ograniczyć to zjawisko, walczy z wiatrakami. Przypadki niesubordynacji piłkarzy się zdarzają, ale właściwie głośno jest tylko o Arturze Borucu. Śmiało można go nazwać polskim skandalistą eksportowym. Romanse piłkarza i demonstracyjne prowokowanie protestanckich kibiców Glasgow Rangers wywoływały burzę w mediach. Imprezy na zgrupowaniach za czasów Leo Beenhakkera wypadają przy tym blado.
Jak widać, odstające od normy zachowania piłkarzy składają się w dość szeroki wachlarz. Co zatem sprawia, że schodzą na złą drogę? Warto zapytać o ich przeszłość. Większość z nich pochodzi z nizin społecznych, z dzielnic biedy i przestępczości, czego przykładem są choćby brazylijskie favelas. Carlos Tevez, piłkarz uznawany za problemowego, dorastał w getcie w Buenos Aires. Jego ojciec zginął w strzelaninie, matka miała problemy psychiczne, a on sam został przygarnięty przez siostrę i jej męża. Czy ktoś, kto wychowywał się w nędzy, biegał z nastolatkami, z których niejeden posiadał broń, i codziennie widywał dilerów, może funkcjonować inaczej? Piłka nożna dała tym ludziom szansę na normalne życie, wielu z nich skorzystało z niej. Niestety, starych nawyków i nałogów ciężko się pozbyć.
Komentarze
Dodaj komentarz
Dodaj komentarz
Zimne ręce – gorące serce
Temperatura na minusie, mroźny wiatr zrywa czapki z głów, śnieg skrzypi pod stopami – zima na dobre...











