Rekonstrukcje: zabawa w wojsko
W inscenizacjach bitew biorą udział pasjonaci historii. To odkrywcy spełniający swoje marzenia z dzieciństwa. Któż z nas, facetów, w młodości nie chciał zostać strażakiem, policjantem czy żołnierzem. Teraz, jako dorośli, możemy stać się częścią potyczek, które rozegrały się dobre kilkaset lat temu.
- Odsyłacze:
- Podyskutuj na forum
Inscenizacje bitew organizowane w naszym kraju, zyskują coraz większą popularność. Dla ludzi, którzy tym się zajmują, jest to coś więcej, niż zwykła maskarada i bieganina z karabinem po polu. Ich pasją jest historia. Kim są członkowie tych jednostek? Nie ma reguły. Zdarzają się licealiści, studenci, zawodowi żołnierze, wykładowcy uniwersyteccy. Ludzie, którzy najczęściej nie mają ze sobą nic wspólnego. Spotykają się dopiero na próbach przed kolejną inscenizacją. Jedyną rzeczą, która ich łączy, jest historia i żądza przygody.
Czym są rekonstrukcje?
Ilu jest ludzi na świecie, tyle samo historii z nimi związanych. Każdy odkrywał swą pasję w całkiem odmienny sposób. „Od zawsze interesowałem się historią. Wszystko zaczęło się od zakupu wykrywacza metali – mówi Kamil (20 lat). – Swój mundur dostałem przez przypadek.” Chcąc dowiedzieć się czegoś więcej o początkach rekonstrukcji bitew, udałem się do Sławomira Skowronka – dowódcy jednej z grup zajmujących się okresem napoleońskim. Zapytany, skąd wziął się w ogóle taki pomysł, odpowiedział: „Pokazywanie publiczności fragmentów dawnych bitew jest w rzeczywistości jednym z następstw zainteresowania „rekonstruktorów” mikrohistorią, szczególnie w zakresie militariów”. Według Sławomira Skowronka w dużym uproszczeniu można powiedzieć, że najpierw poznawano, gromadzono i wytwarzano fragmenty uzbrojenia lub wyposażenia. Później pogłębiano wiedzę teoretyczną i praktyczną, aż wreszcie grona pasjonatów zapragnęły się pokazać, co wyszło naprzeciw promocyjnym poczynaniom władz, głównie lokalnych. Należy tu jednak dodać, że większość „rekonstruktorów” zabiega o utrzymanie autonomiczności swych poczynań, wchodząc we współpracę na własnych zasadach merytorycznych (sprawy materialne grają rolę drugorzędną).
Podejście rodziny
Rodziny pasjonatów mają różne podejścia do ich hobby. Albo ich to nie interesuje, albo wręcz przeciwnie – domownicy sami czynnie angażują się w rekonstrukcje. „Na początku najbliżsi patrzyli na to z obojętnością. Do czasu, kiedy zauważyli, że spędzam swój wolny czas, robiąc coś pożytecznego zamiast stać z kolegami przy budce z piwem” – mówi Kamil. „Mój tata również bawi się w rekonstrukcje” – dodaje z uśmiechem. Sławomir Skowronek wyznaje: „Moja żona współpracuje ze mną w tych sprawach od 2008 r., w tym od lipca 2009 r. jako regularny żołnierz naszego pułku. Jeśli tylko zdrowie dopisuje, jest bardzo zadowolona z uczestnictwa”.
Dobra zabawa
Rekonstrukcjom bitew towarzyszą silne emocje. „Przede wszystkim adrenalina. Nie wiadomo, co może się wydarzyć. Niekiedy bywa trochę niebezpiecznie” – mówi Kamil. Natomiast pan Skowronek uważa, że emocje towarzyszące inscenizacji to głównie ogólne poczucie uczestnictwa w licznej, dobrze rozumiejącej się grupie. „Ponadto w moim wypadku (jestem „oficerem”) mam możliwość kierowania wycinkiem kreowanej rzeczywistości. Jeśli impreza jest dobrze przygotowana, dochodzi jeszcze wrażenie autentyczności przeżyć. Myślę, że fajnie dopracowana ,,napoleonka" czy ,,siedmiolatka" są bodaj najbliższe realiom dawnego pola bitwy. Inne epoki mają specyficzne, trudne do przeskoczenia, problemy” – tłumaczy Sławomir. „Czasami trzeba się poświęcić, niezależnie od warunków pogodowych. Wszystko po to, żeby było realistycznie i publiczność bawiła się tak dobrze, jak my” – dodaje Kamil.
Dlaczego to robią?
Zapytani, jaki cel ma odgrywanie potyczek sprzed setek lat, Kamil i Sławomir odpowiadają, że na pierwszym miejscu jest propagowanie historii oraz dobra zabawa. „Robimy to dla przyjemności i, oczywiście, dla pogłębiania wiedzy historycznej, własnej i obserwatorów. Wielu z nas odkrywa mikrohistorię (np. szczegóły techniczne) bądź poznaje dzieje odtwarzanej epoki. Dla niektórych jest to głównie okazja do realizacji w życiu towarzyskim. Oni są takim potrzebnym i zawsze sympatycznym „mięsem armatnim” i świetnie wypełniają pole inscenizacji”.
Inscenizacje są rodzajem „igrzysk”, podczas których można obejrzeć finalny rezultat poczynań teoretycznych i praktycznych poszczególnych grup – broń, oporządzenie, wyszkolenie, wiedza. „Rekonstruktorzy” organizują też imprezy czysto wewnętrzne, np. marsze w terenie z elementami obozowania czy zawody strzeleckie na strzelnicach LOK.
Próby odtwarzania bitew są czasochłonne. Wymagają dużego zaangażowania, które pochłania wiele siły, niejednokrotnie wyciskając siódme poty. Wysiłek z pewnością nie idzie na marne. Można to zaobserwować, oglądając rekonstruowaną walkę wojsk. Jest to jedna z nielicznych okazji ujrzenia historii na własne oczy. Z pewnością wywołuje ona dużo większe wrażenie, a niżeli suche fakty zawarte w książce.
Komentarze
Dodaj komentarz
Dodaj komentarz
Zimne ręce – gorące serce
Temperatura na minusie, mroźny wiatr zrywa czapki z głów, śnieg skrzypi pod stopami – zima na dobre...











