- Strona główna »
- Styl życia »
- Kuchnia »
Zakupy na śmietniku
Kto z nas nie chciałby kupić masy pysznego jedzenia i... nic za nie nie zapłacić? Życie bez wydawania pieniędzy wydaje się niemożliwe, ale są ludzie, którym się to udaje. Freeganie, bo o nich mowa, szukają innych dróg zdobycia ubrań, sprzętu AGD, a nawet jedzenia.
Szacuje się, że w Stanach Zjednoczonych marnuje się około 1/3 wyprodukowanej żywności. Podobnie w innych wysoko rozwiniętych państwach, między innymi w Wielkiej Brytanii i Japonii. Konsumpcjonizm sprawił, że większa część społeczeństwa nie dba o oszczędzanie nie tylko energii, ale również wytworzonych dóbr. Podczas gdy jedni kupują i wyrzucają, inni szukają drogi do ograniczenia marnotrawstwa na świecie.
Śmiecionurki
Wiele produktów marnuje się jedynie ze względu na swój wygląd. Klienci wymagają od sklepów towaru najwyższej klasy, więc żywność nie spełniająca ich oczekiwań trafia do śmieci. Kupując w hipermarkecie owoce czy warzywa, zazwyczaj wolimy takie, które będą mogły „poleżeć” parę dni, wybieramy więc te lekko niedojrzałe. Jedzenie mocno dojrzałe, miękkie lub lekko zwiędłe nie zawsze znajduje kupca. Sprzedawcy, dostosowując się do potrzeb rynku, pozbywają się niechcianego jedzenia, żeby mogło ustąpić miejsca nowemu towarowi.
Freeganizm to styl życia polegający na unikaniu kupowania nowych produktów i szukaniu jedzenia i dóbr materialnych na śmietnikach. Choć te praktyki wywołują skojarzenia z ludźmi bezdomnymi czy żyjącymi na skraju ubóstwa, freeganie zazwyczaj nie są zmuszani do śmietnikowych poszukiwań przez sytuację materialną. Myślą, która im przyświeca, jest troska o ludzi i środowisko naturalne. Życie za (prawie) darmo jest sprzeciwem wobec konsumpcjonizmu, który doprowadził do sytuacji, że codziennie z głodu umiera ok. 18 000 dzieci, podczas gdy wielkie sieci hipermarketów, jak i sprzedawcy na targu wyrzucają tony dobrego jedzenia.
Freeganizm to również szansa na minimalizację odpadów. Nie dość, że freeganie sami nie przyczyniają się do produkcji kolejnych produktów czy opakowań, to jeszcze przetwarzają pozostałości po innych. Nie tylko zbierają lekkomyślnie wyrzucone, pełnowartościowe produkty, które trafiły na śmietnik, lecz również przerabiają i naprawiają te zniszczone lub popsute.
Jak cię widzą...
Freeganie bywają różnie postrzegani przez otoczenie. Osoby, które dopiero co o nich słyszą, bardzo często odbierają ich jako dziwaków, dzieciaki, którym się „nudzi”. Kuba, freeganin z kilkuletnim stażem, nie spotkał się z żadnym negatywnym komentarzem ze strony znajomych. „Zazwyczaj są nastawieni bardzo pozytywnie do tego, co robimy – tłumaczy – wielu z nich wyraża chęć przyłączenia się, jednak zazwyczaj nie wychodzą poza deklaracje”. Do tej pory Kuba nie miał żadnych nieprzyjemności z powodu swojej freegańskiej aktywności. Co więcej, on i Marta, jego dziewczyna, uważają, że zainteresowanie mediów jest całkiem duże. Dwa razy byli w telewizji, udzielali wywiadów. „Co jakiś czas ktoś dzwoni i prosi, abyśmy coś o sobie i freeganizmie opowiedzieli. Czasami jesteśmy przedstawieni jako osoby jedzące nadgniłe, brudne jedzenie, a czasami nieco bliżej prawdy” – śmieją się oboje.
Wieczorne zbiory
Freeganie wciąż są prawie nieznani w naszym kraju. Niewiele się o nich pisze, a jeszcze mniej słyszy. Jednak oni istnieją i mają się całkiem dobrze. Polskie targi i bazary nie mają zamykanych na kłódkę kontenerów, a funkcję wysypiska pełnią sterty wyrzuconych skrzynek. Szczególnie dużo warzyw i owoców można znaleźć tam w sobotnie popołudnia, tuż przed zamknięciem bazaru. Sprzedawcy nie zabierają niesprzedanej żywności, która nie przetrwa do poniedziałku. Wtedy na żer wybierają się freeganie... Najwięcej zostawianych produktów, to warzywa i owoce sezonowe, których kupcy mają często w nadmiarze, a których cena jest na tyle niska, że nie szkoda im jest się ich pozbywać.
Gdy pytam o reakcje sprzedawców, Marta nie może się ich nachwalić. „Większość z nich jest obojętna. Ale są tacy, którzy są nam naprawdę życzliwi. Podchodzą do nas i pytają, czy czegoś nie chcemy, bo i tak mają to do wyrzucenia”. Zdarzają się jednak niechlubne wyjątki. Jak przyznaje Kuba, bardzo rzadko, ale jednak, sprzedawcy reagują negatywnie. Zazwyczaj „rzucając nieprzyjemny komentarz, czasem ostentacyjnie wyrzucą na naszych oczach dobre jedzenie do kontenera”.
Komentarze
Dodaj komentarz
Dodaj komentarz
Zimne ręce – gorące serce
Temperatura na minusie, mroźny wiatr zrywa czapki z głów, śnieg skrzypi pod stopami – zima na dobre...











