Wrestling – sport pełen absurdów
Magiczne moce, amnezje, zdrady małżeńskie i tajemnicze porwania, a wszystko to w ramach czasami jednego godzinnego programu telewizyjnego. Mowa o brazylijskiej telenoweli lub kiepskim serialu fantasy? Nie, wszystkie te elementy stanowią nieodłączną część największych wrestlingowych show.
Osobom niezaznajomionym z tematem wrestling kojarzy się wyłącznie z muskularnymi mężczyznami w efektowny i z pozoru brutalny sposób walczącymi na ringu. Podstawowa zasada tego sportu jest znana chyba wszystkim – uderzenia i chwyty są wykonywane przez zawodników tak, aby były efektowne, jak najmniej groźne dla przeciwnika, a zwycięzcę meczu obaj walczący znają jeszcze przed jego rozpoczęciem. Jednak na widowiska wrestlingowe składa się wiele elementów, takich jak odpowiedni wizerunek sceniczny wrestlera, jego relacje z pozostałymi, a mecze są punktami kulminacyjnymi przeróżnego rodzaju opowieści. Bywają poważne i po mistrzowsku zrealizowane wątki, jednak część z nich wyznacza nowe granice absurdu, jakie można zobaczyć w telewizji. Wymienienie wszystkich nieintencjonalnie komicznych momentów w historii wrestlingu mogłoby być tematem książki grubości „Wojny i Pokoju”, w tym artykule zostaną więc ukazane tylko niektóre z nich.
Postaci
Wrestler, żeby się wyróżnić z tłumu, musi posiadać unikalny wizerunek, dzięki któremu będzie rozpoznawany i kochany (lub nienawidzony, zła sława jest w showbiznesie przecież warta prawie tyle samo, co dobra). Niektórym wrestlerom udaje się przez to na stałe zapisać w historii popkultury – tak rzecz się miała z Ultimate Warriorem i Hulkiem Hoganem. Bardzo ważny dla wrestlera jest przede wszystkim dobór odpowiedniego imienia i charakterystycznej cechy lub dwóch, składających się na „osobowość” owego wizerunku. Pseudonimy bywają różne, od jak najbardziej poważnych do takich, których nie powstydziłby się złoczyńca z filmu o przygodach Jamesa Bonda. Obok znanych wszystkim fanom tego sportu Breta Harta i Johna Ceny, można spotkać takie pseudonimy, jak: Sinister Minister, Hard Rock, The Italian Monster czy Too Sexy.
Niektórzy wrestlerzy posuwają się jeszcze dalej w pragnieniu bycia oryginalnymi, niż tylko przybieranie przedziwnych imion – Boogeyman (po polsku – Straszydło) tak bardzo chciał podkreślić, że jest istotą wyjętą z dziecięcych koszmarów, że... każdy mecz zaczynał od jedzenia robaków na wizji. Na stałe zapisał się dzięki temu w historii sportu, zawsze wymieniany przez fanów jako jeden z najbardziej obrzydliwych i dziwacznych zawodników.
Kiczowate również bywają osobowości i motywacje postaci. Undertaker, jeden z najsławniejszych obecnie wrestlerów, w pewnym momencie swej kariery wrestlingowej miał wizerunek... demona, posiadającego piekielne moce, których używał przeciwko przeciwnikom w ringu. Z magii korzystał również w pewnym momencie inny wrestler, Abyss, który dzięki mocy magicznego pierścienia... utworzył w ringu czarną dziurę, pochłaniającą jego przeciwników. Chyba jednak nawet autorzy scenariusza uświadomili sobie, jak bardzo jest on absurdalny, bo szybko zarzucono ten pomysł, a w późniejszych odsłonach widowisk z udziałem tego wrestlera magiczne moce pierścienia były pomijane milczeniem.
Fabuła
Mecze, zwłaszcza te, które należą do największych federacji wrestlignowych, nie są dziełem przypadku, ale wynikiem długich i czasem zawiłych perypetii zawodników. Do zmagań na ringu może doprowadzić ich wiele rzeczy: spór o to, kto jest silniejszy, pragnienie zdobycia tytułu czy pasa mistrzowskiego, ale też wydarzenia zbyt absurdalne, aby mogły posłużyć za scenariusz nawet najdziwniejszej brazylijskiej telenoweli czy filmu klasy B. Jedną z najdziwniejszych wrestlingowych opowieści z lat 90. był mecz drużynowy, w którym jednym z zawodników został ogłoszony sam Stwórca. Przyczyną zaangażowania Boga do walki w ringu było eksponowanie poglądów religijnych jednego z wrestlerów, Shawna Michaelsa, i przypisywanie jego zwycięstw w meczach woli Boskiej. Przeciw Shawnowi Michaelsowi i siłom wyższym wystąpił sam właściciel World Wrestling Championship (oczywiście, przybierając swoją wrestlingową personę) i jego syn. Shawnowi udało się zwyciężyć, co fani sportu przyjęli raczej z ulgą, że bezsensowna fabuła dobiegła wreszcie końca, niż z euforią, że wrestler odniósł zwycięstwo.
Komentarze
Dodaj komentarz
Dodaj komentarz
Zimne ręce – gorące serce
Temperatura na minusie, mroźny wiatr zrywa czapki z głów, śnieg skrzypi pod stopami – zima na dobre...











