Z czym na mecz bez obciachu? Akcesoria kibica

Autor: Tomasz Stelmach

Piłka nie tylko nożna
15. kwiecień 2011

Nie samym meczem człowiek żyje, równie ważne są emocje i niezliczone rytuały stadionowe. Prawdziwy kibic zawsze ma na podorędziu zestaw atrybutów, które pozwalają mu wyrazić wszem i wobec oddanie drużynie oraz radość lub wściekłość z powodu przebiegu meczu.


Akcesoria kibica. Fot. SXC

Przesąd golenia się (lub niegolenia) przed meczem bądź rytualna wizyta w przystadionowym barze w celu konsumpcji małego jasnego to indywidualne przyzwyczajenia, o których nie sposób prowadzić obiektywnego dyskursu. Charakteryzująca je unikalność wymyka się bowiem wszelkim klasyfikacjom i ciężko poddać ją jakiemuś uogólnieniu. Ilu kibiców, tyle absurdalnych nawyków celebrowanych z najszczerszą powagą, bo przecież w razie ich zaniechania nasza drużyna niechybnie poniesie dzisiaj porażkę. Dlatego bezpieczniej skupić się na czymś tak oczywistym i powszechnym, jak atrybuty prawdziwego kibica. Przy okazji tych szczególnych chwil zmagań sportowców na boisku są nieodzowne. 

Klubowa koszulka

Najpopularniejszym z akcesoriów jest, oczywiście, koszulka w barwach dopingowanej przez nas drużyny. Stanowi ona nie tylko czytelny sygnał, po czyjej stronie jesteśmy, lecz także poważną deklarację światopoglądową. Można wręcz powiedzieć, iż klubowy trykot to coś więcej niż zwykły element garderoby. W przeciwieństwie do marynarek czy t-shirtów takie koszulki traktujemy szczególnie nabożnie i nie dajemy żonie do prania (zbyt często). 

Identyfikacja z tłumem

Wkładając klubową koszulkę, stajemy się częścią większej wspólnoty. Siedzący obok nas mężczyzna już nie jest obcym i anonimowym facetem, ale członkiem grupy, z którą się identyfikujemy. Analogicznie, ktoś ostentacyjnie obnoszący się z przynależnością do innych barw przestaje jawić się nam jako obojętna jednostka w tłumie, a zaczyna budzić, niemającą związku z nim samym, niechęć. Gdy jeszcze na szyi delikwenta wisi szalik w tych samych odcieniach, szukamy już tylko sposobności, by niewybredną przyśpiewką dać mu do zrozumienia, co myślimy o jego drużynie i podobnych mu kibicach. 

Inne niestandardowe części garderoby

Oczywiście, na koszulkach i szalikach nie wyczerpuje się inwencja sportowych fanów. W swoim czasie bardzo popularne były fikuśne kapelusze i, wywołujące frustrację u siedzących za nami, wysokie czapki. Trzeba przyznać, że rynek akcesoriów kibicowskich rozwinął się do tego stopnia, iż w klubowym saloniku z gadżetami można ubrać się praktycznie od stóp do głów. W wersji letniej, zimowej, sportowej i klasycznej. Tak naprawdę, wszystko zależy od naszej wyobraźni. Pomysłowi i twórczy kibice sami przygotują sobie niebanalne elementy garderoby z wyraźnym logo ukochanej drużyny, a nawet… wygolą sobie jej symbol na głowie. 

Na trybunach

Gdy odpowiednio odziani dotrzemy na stadion naszym oklejonym symbolami samochodem (w którym na wstecznym lusterku dynda miś przyodziany dokładnie tak jak my), naturalnym odruchem jest zajęcie się dopingiem. Oczywiście fani dzielą się na tych, którzy dopingują, i tych, którzy jedynie kontemplują. Ci pierwsi, oprócz własnych gardeł, potrzebują jedynie szerokiej znajomości okolicznościowych piosenek. We flary, serpentyny i konfetti zaopatrują ich ludzie odpowiedzialni za zorganizowany doping. W ich gestii leży również przytarganie na trybuny bębna, nadającego rytm.

Doping niezorganizowany

Gdy jednak wybraliśmy się na stadion „prywatnie”, pozostaje nam przyłączyć się do śpiewów intonowanych na łuku (co robimy raczej okazjonalnie niż entuzjastycznie), bądź nieskoordynowanie dąć w trąbkę lub inny, spopularyzowany dzięki siatkówce i skokom narciarskim, gwizdek. Narażamy się wprawdzie na środowiskowy ostracyzm, wszak nikt nie lubi pisku skierowanego prosto w ucho, ale dopóki stoimy po właściwej stronie ustnika, bawimy się przednio. 

Jeśli nie wuwuzela, to co?

Całe szczęście, jak dotąd do Polski nie dotarła moda na ten jedyny plastikowy instrument dęty (podobno można na nim zagrać nawet „Wlazł kotek na płotek”), stanowiący skrzyżowanie trąbki z gwizdkiem. Nie oznacza to jednak, że nie wykazaliśmy się wyobraźnią w wynajdowaniu irytujących sposobów robienia hałasu. Wszak drapiące po zwojach mózgowych kołowrotki bądź dmuchane półmetrowe gumowe rurki (na tych można przynajmniej wybić jakiś rytm) są nadal niezmiennie popularne. 

<< Pierwsza< PoprzedniaPage 1Page 2 Następna > Ostatnia >>
Trwa wysyłanie Twojej oceny...
Jeszcze nie ocenione. Bądź pierwszym który oceni ten wpis!
Kliknij pasek ocen aby ocenić wpis.

Komentarze

Brak komentarzy

Dodaj komentarz

Dodaj komentarz

* - pole wymagane

*
*

Piotr Siegoczyński: Sukces, al...

Pierwszy polski mistrz świata kick-boxingu opowiad...

    Ekologiczna antykoncepcja, fot. sxc.hu

    Ekologiczna antykoncepcja

    Naszej planecie szkodzimy nieustannie. Jazdą samoc...

      Biznes kopany, fot. sxc.hu

      Biznes kopany

      Nie są menadżerami największych korporacji, a zara...

        Paryż, fot. Paulina Bajer

        Paryż w obiektywie

        Wdzięk i urok tego miasta od dziesięcioleci próbuj...

          MobilnyFacet.pl - Wojciech Halejak i Olga Wasiuk, fot. materiał prasowy

          Inauguracja cyklu Mazovia MTB ...

          Wojciech Halejak z grupy HP-Sferis zwyciężył w pie...

            MobilnyFacet.pl - Rodzaje pracy alternatywnej, fot. shutterstock

            Rodzaje pracy alternatywnej

            Praca alternatywna to praca nietypowa. Istnieje wi...

              MobilnyFacet.pl - Jakże ważny tydzień, fot. shutterstock

              Ojcowski tydzień

              Pierwszy stycznia 2010 roku przyniósł ważną zmianę...

                Technologie

                Komputerowe osobistości XX wie...

                W dzisiejszym świecie technologia rozwija się w za...

                  O nas | Reklama | Napisz do nas | Regulamin

                  Copyright © 2010 MobilnyFacet.pl