Z czym na mecz bez obciachu? Akcesoria kibica
Nie samym meczem człowiek żyje, równie ważne są emocje i niezliczone rytuały stadionowe. Prawdziwy kibic zawsze ma na podorędziu zestaw atrybutów, które pozwalają mu wyrazić wszem i wobec oddanie drużynie oraz radość lub wściekłość z powodu przebiegu meczu.
Przesąd golenia się (lub niegolenia) przed meczem bądź rytualna wizyta w przystadionowym barze w celu konsumpcji małego jasnego to indywidualne przyzwyczajenia, o których nie sposób prowadzić obiektywnego dyskursu. Charakteryzująca je unikalność wymyka się bowiem wszelkim klasyfikacjom i ciężko poddać ją jakiemuś uogólnieniu. Ilu kibiców, tyle absurdalnych nawyków celebrowanych z najszczerszą powagą, bo przecież w razie ich zaniechania nasza drużyna niechybnie poniesie dzisiaj porażkę. Dlatego bezpieczniej skupić się na czymś tak oczywistym i powszechnym, jak atrybuty prawdziwego kibica. Przy okazji tych szczególnych chwil zmagań sportowców na boisku są nieodzowne.
Klubowa koszulka
Najpopularniejszym z akcesoriów jest, oczywiście, koszulka w barwach dopingowanej przez nas drużyny. Stanowi ona nie tylko czytelny sygnał, po czyjej stronie jesteśmy, lecz także poważną deklarację światopoglądową. Można wręcz powiedzieć, iż klubowy trykot to coś więcej niż zwykły element garderoby. W przeciwieństwie do marynarek czy t-shirtów takie koszulki traktujemy szczególnie nabożnie i nie dajemy żonie do prania (zbyt często).
Identyfikacja z tłumem
Wkładając klubową koszulkę, stajemy się częścią większej wspólnoty. Siedzący obok nas mężczyzna już nie jest obcym i anonimowym facetem, ale członkiem grupy, z którą się identyfikujemy. Analogicznie, ktoś ostentacyjnie obnoszący się z przynależnością do innych barw przestaje jawić się nam jako obojętna jednostka w tłumie, a zaczyna budzić, niemającą związku z nim samym, niechęć. Gdy jeszcze na szyi delikwenta wisi szalik w tych samych odcieniach, szukamy już tylko sposobności, by niewybredną przyśpiewką dać mu do zrozumienia, co myślimy o jego drużynie i podobnych mu kibicach.
Inne niestandardowe części garderoby
Oczywiście, na koszulkach i szalikach nie wyczerpuje się inwencja sportowych fanów. W swoim czasie bardzo popularne były fikuśne kapelusze i, wywołujące frustrację u siedzących za nami, wysokie czapki. Trzeba przyznać, że rynek akcesoriów kibicowskich rozwinął się do tego stopnia, iż w klubowym saloniku z gadżetami można ubrać się praktycznie od stóp do głów. W wersji letniej, zimowej, sportowej i klasycznej. Tak naprawdę, wszystko zależy od naszej wyobraźni. Pomysłowi i twórczy kibice sami przygotują sobie niebanalne elementy garderoby z wyraźnym logo ukochanej drużyny, a nawet… wygolą sobie jej symbol na głowie.
Na trybunach
Gdy odpowiednio odziani dotrzemy na stadion naszym oklejonym symbolami samochodem (w którym na wstecznym lusterku dynda miś przyodziany dokładnie tak jak my), naturalnym odruchem jest zajęcie się dopingiem. Oczywiście fani dzielą się na tych, którzy dopingują, i tych, którzy jedynie kontemplują. Ci pierwsi, oprócz własnych gardeł, potrzebują jedynie szerokiej znajomości okolicznościowych piosenek. We flary, serpentyny i konfetti zaopatrują ich ludzie odpowiedzialni za zorganizowany doping. W ich gestii leży również przytarganie na trybuny bębna, nadającego rytm.
Doping niezorganizowany
Gdy jednak wybraliśmy się na stadion „prywatnie”, pozostaje nam przyłączyć się do śpiewów intonowanych na łuku (co robimy raczej okazjonalnie niż entuzjastycznie), bądź nieskoordynowanie dąć w trąbkę lub inny, spopularyzowany dzięki siatkówce i skokom narciarskim, gwizdek. Narażamy się wprawdzie na środowiskowy ostracyzm, wszak nikt nie lubi pisku skierowanego prosto w ucho, ale dopóki stoimy po właściwej stronie ustnika, bawimy się przednio.
Jeśli nie wuwuzela, to co?
Całe szczęście, jak dotąd do Polski nie dotarła moda na ten jedyny plastikowy instrument dęty (podobno można na nim zagrać nawet „Wlazł kotek na płotek”), stanowiący skrzyżowanie trąbki z gwizdkiem. Nie oznacza to jednak, że nie wykazaliśmy się wyobraźnią w wynajdowaniu irytujących sposobów robienia hałasu. Wszak drapiące po zwojach mózgowych kołowrotki bądź dmuchane półmetrowe gumowe rurki (na tych można przynajmniej wybić jakiś rytm) są nadal niezmiennie popularne.
Komentarze
Dodaj komentarz
Dodaj komentarz
Zimne ręce – gorące serce
Temperatura na minusie, mroźny wiatr zrywa czapki z głów, śnieg skrzypi pod stopami – zima na dobre...











