Znikające punkty
Każdy kierowca, któremu zdarzają się mandaty, musi pilnować magicznej granicy – liczby 24. Tyle bowiem punktów karnych można mieć naliczonych w ciągu całego roku, aby nie stracić prawa jazdy. Wydaje się, że to dużo, dopóki do naszej skrzynki pocztowej nie wpadnie kolejna „pocztówka z wakacji”, a na niej – nasza roześmiana twarz za kółkiem, w drodze nad morze. Są jednak sposoby, by zredukować liczbę punktów.
Nie, nie chodzi nam o zwalanie winy na żonę, która nie prowadziła samochodu od dekady, ale na zdjęciu z fotoradaru teoretycznie to ona siedzi za kierownicą. Jeszcze przez półtora roku można korzystać ze specjalnych szkoleń prowadzonych w ośrodkach ruchu drogowego, dzięki którym nasze konto zostanie wyczyszczone z sześciu punktów karnych.
2013 – rok zmian
Zacznijmy od tego, że w 2013 roku wejdzie w życie ustawa zmieniająca dotychczasowe przepisy. Liczba punktów karnych, które wolno zebrać kierowcy w ciągu roku, dalej zostanie ta sama, ale przekroczenie tej sumy nie będzie oznaczało automatycznego odebrania prawa jazdy. Mówimy tu sytuacjach, kiedy nie spowodowaliśmy żadnej naprawdę groźnej sytuacji, np. nie prowadziliśmy po alkoholu. „Zwykłe” punkty, zebrane za przekroczenie prędkości czy niewłączenie świateł, dalej będą kasowane wraz z upływem roku kalendarzowego. Pierwsze przekroczenie sumy 24 poskutkuje wysłaniem nas na badania psychologiczne oraz kurs reedukacyjny. Od dnia wystawienia skierowania na taki kurs mamy 5 lat, aby udowodnić, że nasze zbieractwo punktów karnych skutecznie nam przeszło. W innym wypadku, gdy znowu przekroczymy liczbę 24/rok, tracimy prawko.
Z jednej strony można więc mówić o złagodzeniu przepisów (dodajmy, że tak jak i dziś, dotyczą one jedynie kierowców, którzy prawo jazdy mają ponad 12 miesięcy), z drugiej – zniknie możliwość skasowania punktów podczas specjalnych szkoleń. Dziś jeszcze są one sposobem na uniknięcie pełnej stresu jazdy 50 km/h w terenie zabudowanym z domu na imprezę sylwestrową, byle tylko nie doigrać się w samej końcówce roku.
Terapia szokowa?
Kursy organizowane przez ośrodki ruchu drogowego odbywają się w ciągu jednego dnia (6 godzin) i mają formę wykładów. Tematy poruszane w trakcie spotkania to: „Przyczyny wypadków drogowych na tle poziomu bezpieczeństwa ruchu”, „Prawne i społeczne skutki wypadków drogowych” i „Psychologiczne aspekty zachowania się kierującego pojazdem w ruchu”. Prowadzącymi są policjanci i psycholodzy, którzy oprócz wygłoszenia wykładów pokazują słuchaczom filmy związane z tematyką spotkania.
Nie trzeba się obawiać, że słuchacze są traktowani jak przestępcy, z góry czy z lekceważeniem. Atmosfera jest zupełnie normalna: wykładowcy wykonują swoją pracę, a słuchacze, którzy przecież świadomie zgłosili się na te zajęcia i za nie zapłacili, po prostu w nich uczestniczą.
Celem spotkania się z brawurowymi kierowcami jest uświadomienie im statystyk dotyczących wypadków i unaocznienie – za pomocą filmów – jakie naprawdę tragiczne skutki może za sobą nieść nieprzestrzeganie przepisów. Być może, jest to sposób na pobudzenie u niektórych wyobraźni, co może się stać, kiedy na drodze zawiedzie nas auto, inny kierowca czy nasza czujność. Wiara we własne możliwości i dobrą ocenę sytuacji to jeden z najgroźniejszych czynników, który powoduje, że świadomie łamiemy prawo. Szokujące liczby i mocne zdjęcia z wypadków mają nam uświadomić, ilu kierowców się przeliczyło. Czy jednak można mówić o faktycznym wpływie na przemówienie do rozsądku słuchaczy? Czy przeciętny facet przejmie się pogadanką innego faceta, tyle że ubranego w mundur? W dodatku nagroda za wysiedzenie kilku godzin w sali wykładowej jest chyba niewspółmierna do poniesionych nakładów: od razu w głowie włącza się tryb „znowu mam czyste (czystsze) konto, znowu mogę więcej”. Dodajmy, że na kurs można zapisać się raz na sześć miesięcy i cała przyjemność kosztuje 350 zł.
Trudno oprzeć się wrażeniu, że odejście od systemu kasowania punktów wynika z niewielkiej skuteczności tych wykładów. Jak wiemy, wypadków na drogach wcale nie ubywa, a przecież w Polsce jest coraz więcej naprawdę dobrych tras, gdzie wolno jechać 140 km/h (czyli de facto wolniej niż 160 km/h nie wypada). Jakie jest wasze zdanie na ten temat? Czy jest jakiś sposób na zmniejszenie liczby wypadków, zwłaszcza tych śmiertelnych, kiedy giną osoby jadące przepisowo albo praworządni piesi? Czekamy na wasze opinie!
Źródło: Ustawa z dnia 5 stycznia 2011 r. o kierujących pojazdami
Za pomoc w przygotowaniu artykułu dziękuję Panu Tomaszowi Chilińskiemu.
Komentarze





