- Strona główna »
- Podróże »
- Miejsca »
Turystyka kibica
Są miejsca, do których nie pojedziesz z biurem podróży. Odszukasz w nich chwile, które przeszły do historii, i emocje, chociaż uśpione od dawna, wciąż żywe w opowieściach zwykłych ludzi. Miejsca, które stały się areną chwały wielu i dla licznych stanowią skarb większy od najcenniejszego zabytku.
Coraz więcej osób oprócz oglądania zabytkowych budowli, podziwiania obrazów i eksponatów w najlepszych muzeach oraz galeriach podczas wakacyjnego urlopu odwiedza również miejsca związane ze sportem. W każdym kraju znajdziemy jakiś fascynujący zabytek sportowy, który stanowi wartość architektoniczną i który ma do opowiedzenia swoją własną historię. Najczęściej odwiedzanymi obiektami sportowymi są stadion Camp Nou w Barcelonie i Wembley w Londynie, my jednak przedstawiamy kilka ciekawych, chociaż nieco zapomnianych i pomijanych przez turystów sportowych aren, które polecamy zobaczyć w czasie wakacji.
Przesiadka w drodze na zachód
Berlin jest jedną z najbardziej zmieniających się europejskich stolic. Ogromny plac budowy, na którym realizowane są niezwykłe koncepcje architektoniczne, stanowi inspirację projektantów i wyzwanie dla najlepszych inżynierów. Industrialna i nowoczesna powłoka miasta nie przyciąga masy turystów, a zgiełk ulic i szum samochodów potrafi każdego pozbawić wakacyjnego nastroju. Lecz Berlin dla wielu może stać się przystankiem, który odsłoni to, co miasto ukryło wśród alej oraz ulic i chwile oczekiwania na następny samolot zmieni w ciekawą podróż przez historię sportu.
Do jednej z najważniejszych sportowych aren Niemiec prowadzi Jesse Owens Strasse, na końcu której wyrasta monumentalny jak pałac i przykuwający wzrok sportowy teatr Olympiastadion. Niedawna renowacja i nowoczesna stylistyka zmieniła wygląd obiektu, lecz jego charakterystyczna bryła zachowała kształt pierwotnej konstrukcji uwiecznionej na archiwalnych zdjęciach z lat 30. ubiegłego wieku. Dziś na Stadionie Olimpijskim rozgrywają swoje mecze piłkarze Herthy Berlin, lecz Olympiastadion przeszedł do historii jako teatr jednego aktora podczas Igrzysk Olimpijskich w 1936 r.
Jesse Owens przyjechał do Niemiec jako członek lekkoatletycznej reprezentacji Stanów Zjednoczonych. Czarnoskóry biegacz z Alabamy wzbudził sensację, zanim na dobre rozpoczęła się walka o medale. Już w ćwierćfinale biegu na 100 m poprawił rekord świata, ale wynik ze względu na zbyt silny wiatr w plecy nie został uznany. W finale znów okazał się najlepszy, a podczas całych igrzysk, oprócz biegu na 100 m, wygrał także zawody na 200 m, w skoku w dal oraz w sztafecie 4x100 m. Został olimpijskim multimedalistą, nazwano go „Czarną Błyskawicą”, a siedem dni, podczas których czterokrotnie zdobywał złoto, dziennikarze określili mianem „Week of Weeks”.
Z korony stadionu na wyczyny Jessego Owensa patrzył Adolf Hittler, dla którego supremacja czarnoskórego biegacza była powodem irytacji i zaprzeczeniem teorii o wyższości rasy aryjskiej. Jeszcze większą wściekłość Hitlera musiały wywołać szacunek i przyjaźń, jakimi darzyli się J. Owens i Luz Long, lekkoatleta niemiecki. Po konkursie skoku w dal, który wygrał Owens, pierwszy z gratulacjami podążył pokonany Niemiec. Później wspólnie pozowali do zdjęć, a Amerykanin po latach wspominał: „Trzeba było dużej odwagi z jego strony, żeby okazać mi szacunek przed A. Hitlerem… Możesz przetopić wszystkie medale i puchary, jakie mam, ale nie będą cenniejsze od naszej 24 karatowej przyjaźni”. Wiele lat po olimpiadzie na pamiątkę wydarzeń z 1936 r. ulica, która wiedzie do bram stadionu, została nazwana imieniem J. Owensa, a monumentalny obiekt do dziś przypomina wszystkim historię wielkiego sportowca z Alabamy.
Ostatni zakręt
Imola, niewielka miejscowość we wschodnich Włoszech, nie znajduje się na żadnym z głównych szlaków komunikacyjnych. Turystów, którzy jadą wypoczywać nad morze, do celu podróży wiedzie trasa ciągnąca się setkami kilometrów między starymi i urzekającymi miasteczkami Italii. Lecz zanim Autostrada Adriatycka poprowadzi nas na południe do pięknych nadbrzeży i krajobraz kolorowych miejscowości wprowadzi w wakacyjny nastrój, warto czterdzieści kilometrów za Bolonią zjechać z trasy i obrać kurs na nie mniej barwną Imolę.
Chociaż niedaleko znajduje się Modena, słynąca z zabytków wpisanych na listę światowego dziedzictwa UNESCO, oraz Bolonia, która przyciąga turystów renesansowymi pałacami i kulinarnymi atrakcjami, to fani motoryzacji od dawna podążają przede wszystkim w kierunku pobliskiej siedziby Ferrari w Maranello oraz do oddalonej o 80 km od Maranello Imoli, gdzie znajduje się baza treningowa słynnego producenta sportowych samochodów. Na torze rajdowym Autodromo Enzo e Dino Ferrari od 1980 roku w ramach mistrzostw świata odbywały się wyścigi najszybszych bolidów F1.
W 1994 r. do Imoli przyjechali wszyscy najlepsi kierowcy, wśród nich Michael Schumacher, Damon Hill oraz Mika Hakkinen. Jednak oczy kibiców i uwagę dziennikarzy przyciągał najbardziej utytułowany z nich wszystkich brazylijski mistrz kierownicy Ayrton Senna. Miał na tym torze wygrać po raz czwarty w swojej karierze i zrobić kolejny krok w kierunku odzyskania utraconego rok wcześniej tytułu najlepszego kierowcy globu. GP na torze Imola rozpoczęło się tragicznie. Podczas kwalifikacji austriacki kierowca Roland Ratzenberger uderzył w betonową ścianę i zmarł po przewiezieniu do szpitala. Dzień później, zamiast wieści o triumfie, świat usłyszał najpierw komunikat o rozbitym bolidzie, potem o śmierci Ayrtona Senny, najsłynniejszego kierowcy F1. Brazylijski rajdowiec z prędkością ponad 300 km/h wypadł z trasy na zakręcie i uderzył w ogrodzenie.
Ayrton Senna był niezwykle ceniony w Brazylii, gdzie w rankingach popularności dorównywał wielkiemu Pelé. Prawie trzy miesiące później – podczas mistrzostw świata w piłce nożnej – zawodnicy Brazylii po wywalczeniu tytułu wybiegli na murawę z transparentem: „Trzykrotnemu mistrzowi świata – czterokrotni mistrzowie świata”. Dziś na torze Imola nie odbywają już się zawody GP F1, jednak ze względu na pamięć o A. Sennie, obiekt jest wciąż odwiedzany przez fanów sportu.
Najlepsza trawka na świecie
Stolica Anglii imponuje połączeniem tradycji i nowoczesności. Największe miasto Unii Europejskiej stało się jednym z najważniejszych centrów finansowych, biznesowych i kulturalnych świata. Turystów przyciąga Opactwo Westminsterskie, które na co dzień służy jako siedziba Parlamentu, Katedra Westminsterska oraz słynny Big Ben, jednak największą atrakcję, której w Londynie nie można ominąć, od lat stanowi Pałac Buckingham. Kilkaset banków i korporacji finansowych oraz największa giełda w Europie zachęcają ludzi biznesu i finansów z całego świata do odwiedzenia miasta, a liczne muzea i ponad 40 teatrów zapewniają rozrywkę zarówno turystom, jak i mieszkańcom.
Spośród wszystkich europejskich stolic Londyn wyróżnia się wieloma, fantastycznymi obiektami i klubami sportowymi, które wpisały się w historię miasta i wciąż zapewniają mu najlepszą promocję. Odwiedzenie Stamford Bridge, The Emirates Stadium, Wembley oraz innych obiektów piłkarskich jest punktem obowiązkowym na mapie każdego sportowego turysty. Londyńczycy uwielbiają piłkę nożną, ale kiedy w rozgrywkach trwa wakacyjna przerwa, ich uwagę przyciągają korty tenisowe Wimbledonu. Na przełomie czerwca i lipca odbywa się największy i najbardziej prestiżowy turniej tenisa zimnego na świecie.
Wimbledon to najstarszy turniej tenisowy rozgrywany na kortach trawiastych. I chociaż właściciel Chelsea Londyn wykłada kilka milionów euro rocznie, aby na jego stadionie Stamford Bridge murawa była idealna, jednak i tak wszyscy wiedzą, że najlepsza trawa jest na kortach tenisowych południowo-zachodniego Londynu. Tylko tam specjalna ekipa pracowników przez cały rok dba o odpowiednią sprężystość nawierzchni, a w trakcie zawodów ręcznie, nożyczkami, usuwa źdźbła trawy, które zbytnio odstają od pozostałych.
Tenisiści przez cały rok przygotowują się do turnieju, żeby znaleźć się w elicie tenisowego świata i pokazać swoje umiejętności przed najbardziej wymagającą publicznością. W 1985 r. do Londynu przyjechał rudowłosy, nikomu wówczas nieznany, siedemnastolatek z Niemiec. Nie był rozstawiony i żeby zakwalifikować się do turnieju głównego, musiał przebijać się przez eliminacje. Szedł jak burza, pokonując jeden po drugim bardziej utytułowanych rywali. 7 lipca wybuchła największa sensacja w historii turnieju. Boris Becker wygrywa finał! Młody zawodnik, obdarzony potężnym serwisem, stał się najmłodszym triumfatorem rozgrywek i pierwszym w długiej tradycji turnieju nierozstawionym zwycięzcą. Swój sukces powtórzył jeszcze dwukrotnie, dzięki czemu zyskał przydomek – właściciel Kortu Centralnego.
Obiekty sportowe tak jak zabytki przyciągają turystów z każdej strony świata. Nawet kiedy nie odbywają się na nich zawody, są atrakcją dla kibiców. I chociaż może się wydawać, że stanowią tło dla walczących na nich zawodników, jednak sportowcy kończą kiedyś swoje kariery, a one wciąż trwają jako świadkowie wielkich, niepowtarzalnych wydarzeń przywołując pamięć o niezwykłych sportowcach.
Komentarze
Dodaj komentarz
Dodaj komentarz
Zimne ręce – gorące serce
Temperatura na minusie, mroźny wiatr zrywa czapki z głów, śnieg skrzypi pod stopami – zima na dobre...











