Motocykliści – charytatywnie.pl
Połączyła ich wspólna pasja – zamiłowanie do motocykli. Powiew wolności odczuwany podczas jazdy jednośladem jest ich życiowym nałogiem. Postanowili wspólnymi siłami pomagać tym, którym los szczęścia poskąpił. Wspieranie Domów Dziecka stanowi piękną kartę ich działalności.
- Odsyłacze:
- Podyskutuj na forum
Przez dwa dni, 12 i 13 czerwca Maja, Dominika i Lojak – motocykliści z zamiłowania – gościć będą na Mazurach , w domu dziecka w Pasymiu. To już kolejna akcja organizowana w tym mieście. Dla dzieci przygotowywane są liczne atrakcje oraz prezenty zbierane przez motocyklistów i sponsorów. Mają one nie tylko poprawić jakość życia wychowanków domu dziecka, ale przede wszystkim wlać w ich serca radość.
J.W.: .Niezwykle interesujący jest dla mnie fakt, że w dzisiejszym świecie, kiedy większość ludzi zdaje się nie widzieć problemów i kłopotów drugiego człowieka, powstają zrzeszenia i inicjatywy, które prócz zabawy chcą nieść pomoc innym. Jak to się u Was zaczęło, skąd wzięły się pomysły i motywacje ku temu, żeby powołać do życia taką szczytną akcję?
M: Inicjatywa, by zacząć działać na rzecz dzieci, zrodziła się całkiem spontanicznie, po pobycie w Domu Dziecka w Kaliskach. Otaczam się ludźmi o wielkiej wrażliwości, więc naturalną koleją rzeczy było powstanie: motocyklistów charytatywnie.
L:Na początku powstało forum legionowskimotocykl.pl – powoli przybywało coraz więcej osób. Byłem współzałożycielem tego forum. Gdy robiłem prawo jazdy, na kursie poznałem Majkę. Każdemu napotkanemu motocykliście „sprzedawaliśmy” adres naszego forum. I tak zebrała się spora grupa. Raz przyłączyliśmy się do akcji warszawskich motocyklistów dla dzieci z DD w Kaliskach. Pojechaliśmy tam powozić dzieciaki na motocyklach. Potem na forum rozgorzała dyskusja i padł pomysł, aby zacząć pomagać dzieciom z domów dziecka. Po tym, co przeżyliśmy w Kaliskach, każdy podnosił rękę i wyrażał chęć przyłączenia się. Tak się zaczęło. Najpierw Kaliska, później Dom Samotnej Matki w Izabelinie, ponownie Kaliska i Pasym.
D: Pyta Pan o motywację – ona też rodzi się sama. Przybiera na sile za każdym razem, kiedy ledwo przytomni wracamy do domu po całym dniu w spędzonym domu dziecka. Po tygodniu przygotowań, mozolnego pakowania, zbierania i zwożenia (zaznaczmy, że większość motocyklistów ma motocykl, a nie samochód – powstaje więc problem natury logistycznej), wracamy z ogromnym uśmiechem na twarzy, który po prostu nie chce się odkleić. Takie dni ładują nas energią na długie tygodnie, motywują do dalszych działań. Podczas wizyt w domach dziecka twardzi faceci w kombinezonach na żelaznych maszynach zmieniają się w roześmianych chłopców. Puszczają z dziećmi bańki, bawią się misiami, tarzają się w piachu podczas meczy w piłkę nożną i wcinają watę cukrową. Polecam odwiedzenie strony www.pomozlence.pl, gdzie stowarzyszeni motocykliści starają się dać malutkiej dziewczynce – Lence, szansę na jak najlepsze życie. Koncerty muzyki klasycznej i szantowej, licytacje, zbiórka pieniędzy – to pomysły wychodzące od każdego z osobna. Ktoś na czymś gra, coś zbiera, ma gdzieś znajomych, którzy kogoś znają – rodzą się inicjatywy.
Dostarczacie dzieciom sporo frajdy. Jakie są wówczas Wasze odczucia i jak jesteście odbierani?
M: Ja zawsze jestem wzruszona i przejęta, ale nie sposób się nie uśmiechać, widząc tyle roześmianych buziaków. Najlepsze określenie na to, jak jesteśmy odbierani przez dzieci, to po prostu frajda, wielka frajda.
D: Takie dni są wyjątkowe. Podczas zeszłorocznych „Motomikołajów”, 6 grudnia, jeździliśmy po ulicach Warszawy w strojach św. Mikołajów. Wszyscy do nas machali, nagrywali na telefony, pokazywali palcami – zawsze uśmiechnięci. Zdarzają się jednak i tacy, którzy mimo policyjnej obstawy i zamkniętej kolumny motocykli, wpychają się, trąbią itd. Pewnych rzeczy się nie przeskoczy.
Komentarze
Dodaj komentarz
Dodaj komentarz
Zimne ręce – gorące serce
Temperatura na minusie, mroźny wiatr zrywa czapki z głów, śnieg skrzypi pod stopami – zima na dobre...











