Srebrny Grzegorz Sudoł – następca Korzeniowskiego
Jest obecnie najlepszym polskim chodziarzem sportowym. Właśnie zdobył srebrny medal na Mistrzostwach Europy w Barcelonie. W zeszłym roku otarł się o medal Mistrzostw Świata. Jego ambicją jest dorównać legendzie największego chodziarza wszechczasów – Robertowi Korzeniowskiemu. Istnieje szansa, że ten „niemożliwy” plan się powiedzie. Czy Grzegorz Sudoł dojdzie do olimpijskiego złota?
Dossier:
Miejsce urodzenia: Nowa Dęba
Wiek: 31 lat
Klub: AZS AWF Kraków
Najważniejsze osiągnięcia: srebrny medal na Mistrzostwach Europy w Barcelonie w 2010 roku, IV miejsce na Mistrzostwach Świata w Berlinie w 2009 roku (chód sportowy 50 km), VII miejsce na Igrzyskach Olimpijskich w Pekinie w 2008 roku (chód sportowy 50 km)
T.S.: Gdy był Pan chłopcem, nie marzył Pan o karierze, dajmy na to, piłkarza? Dlaczego wybrał Pan chód?
G.S.: Marzyłem. Byłem nawet na kilku treningach piłkarskich, ale wolałem jednak sport indywidualny, ponieważ tu prawie wszystko zależy ode mnie, a nie od grupy ludzi, którzy nie zawsze mają ten sam cel. Mój brat, Tomasz, wybrał piłkę nożną. W zasadzie to chyba przypadek, że wybrałem chód. Dziś jednak się cieszę, z tej decyzji. Ludzie z niewielkich miejscowości często właśnie w sporcie widzą możliwość zaistnienia. Tak było ze mną.
Chód sportowy wymaga wielu wyrzeczeń? Jakich?
Nie aż tak wielu, aczkolwiek 260 dni w roku poza domem jakimś wyrzeczeniem jednak jest. Poza tym „standard” – dbanie o odpowiednie jedzenie, trening w ciężkich zimowych warunkach, brak czasu dla rodziny i znajomych, zero wakacji. Poza tym, każdą wolną chwilę poświęcam pracy na uczelni jako asystent, by wypracować pensum godzin.
Jak opisałby Pan swoje relacje z Państwem? Czy nakłady na sport są satysfakcjonujące dla sportowca, olimpijczyka?
Myślę, że są one duże, ale nie zawsze odpowiednio wydawane przez Związki. Pieniądze powinny iść za zawodnikiem. To trener powinien decydować, na co je spożytkować. Ktoś kiedyś wyliczył, że na przygotowania do Pekinu wydano średnio milion złotych na osobę. Pieniądze szły jednak na pracę związków, a nie bezpośrednio na zawodnika. Gdybym miał milion na przygotowania – miałbym wszystko, co potrzebne, by być najlepszym. Oczywiście, nawet to nie daje gwarancji sukcesu, albowiem sport jest nieprzewidywalny i w tym ukryte jest jego piękno. Obecny model finansowania, niestety, nie podoba mi się. Według mnie, poskutkuje brakiem następców najwybitniejszych obecnie sportowców. Uzyskanie minimum i kwalifikacja na Igrzyska nie daje stypendium sportowego. IX miejsce, jakie zająłem na IO w Pekinie, również było pierwszym niefinansowanym przez Ministerstwo. Gdyby nie sponsorzy nie miałbym szans rok później być czwarty na Mistrzostwach Świata. Zastanawiałem się nawet nad zakończeniem kariery.
Odczuwa Pan dysproporcje w traktowaniu przez Ministerstwo Sportu tudzież Związek Lekkoatletyczny, przedstawicieli różnych dyscyplin sportu?
Czasem to boli i chciałoby się, by było lepiej. Niemniej to jednak wynik sportowy generuje pieniądze dla danego związku. Aczkolwiek, myślę, iż te proporcje nie są do końca zachowane. Mamy np. piłkę nożną, która niestety nie ma wyników, a pieniądze są tam ogromne. Z drugiej strony jest to sport narodowy i ludzie chcą ją oglądać. Czasem zdarza się odczuć, że jest się traktowanym trochę niesprawiedliwie, zarówno przez Ministerstwo Sportu jak i Związek Lekkoatletyczny, ale trzeba robić swoje. Lekka atletyka jest piękna, tylko trzeba to dostrzec i umieć to pokazać.
Chód sportowy w Polsce jest dosyć popularną dyscypliną, mimo tego, że Robert Korzeniowski zakończył już karierę. A jak to przedstawia się w innych rejonach świata?
Są miejsca gdzie jest on bardziej popularny (jak choćby Meksyk, Hiszpania, Australia, Słowacja), ale w wielu krajach jest zupełnie odwrotnie. My, na szczęście, mieliśmy do niedawna na arenach sportowych Roberta Korzeniowskiego i chód w Polsce jest nadal obecny. Potrzebny jest jednak kolejny sukces, nawiązujący do jego wyników, by podtrzymać to zainteresowanie. Jest to niezmiernie trudne, bo poprzeczka zawieszona jest wysoko. Są jednak bardzo dobre mitingi, w tym jeden z nich w Polsce, w Krakowie – „Na Rynek Marsz”. Nie da się jednak ukryć, iż przy pozyskiwaniu moich obecnych sponsorów, ACTION, Farma-Projekt, czy Hotel Galicja w Ulanowie, zawsze pojawiał się temat naszego wspaniałego multimedalisty.

Grzegorz Sudoł - mistrz w chodzie, fot. IK

Grzegorz Sudoł - mistrz w chodzie, fot. IK

Grzegorz Sudoł - mistrz w chodzie, fot. IK

Grzegorz Sudoł - mistrz w chodzie, fot. IK

Grzegorz Sudoł - mistrz w chodzie, fot. IK

Grzegorz Sudoł - mistrz w chodzie, fot. IK

Grzegorz Sudoł - mistrz w chodzie, fot. IK

Grzegorz Sudoł - mistrz w chodzie, fot. IK

Grzegorz Sudoł - mistrz w chodzie, fot. IK

Grzegorz Sudoł - mistrz w chodzie, fot. IK

Grzegorz Sudoł - mistrz w chodzie, fot. IK
Komentarze
Dodaj komentarz
Dodaj komentarz
Zimne ręce – gorące serce
Temperatura na minusie, mroźny wiatr zrywa czapki z głów, śnieg skrzypi pod stopami – zima na dobre...











