Mateusz Jachlewski – siwy, srebrny, złoty chłopak
„Sukces to drabina, po której nie sposób wspiąć się z rękami w kieszeniach” – to motto Mateusza Jachlewskiego, zaczerpnięte od Philipa Wylie’a. Kiedy ten sportowiec szaleje na lewym skrzydle reprezentacji Polski, rzucając kolejne bramki, można być pewnym, że wszedł na sam szczyt. Jest jednak świadom, że na zwycięstwa trzeba ciężko pracować.
Dossier:
Data urodzenia: 27 grudnia 1984 r.
Miejsce urodzenia: Gdynia
Zajęcie: piłkarz ręczny
Największe sukcesy: srebrny medalista mistrzostw świata w 2007 r., mistrz Polski oraz zdobywca Pucharu Polski 2009 i 2010 r.
Pseudonim: Siwy
Strona: www.mateuszjachlewski.pl
Mierzy 185 cm i waży 90 kg. Jest reprezentantem Polski w piłce ręcznej; obecnie broni barw Vive Targi Kielce. Gra na pozycji lewoskrzydłowego ze swoim szczęśliwym numerem 15 w klubie i „piątką” w reprezentacji. W ekstraklasie zadebiutował w 2003 roku, a już trzy lata później reprezentował nasz kraj w koszulce z orłem na piersi. Zawodowym sportowcem chciał zostać od najmłodszych lat, a dziś jest jednym z najlepszych i najpopularniejszych polskich piłkarzy ręcznych.
Początek kariery
Młody Mateusz był bardzo aktywnym dzieckiem. Jak to się stało, że został szczypiornistą? „Tata zaprowadził mnie do kolegi, który pracował w szkole sportowej o profilu piłki ręcznej. Wcześniej próbowałem swoich sił w koszykówce i tenisie stołowym, a każdą wolną chwilę spędzałem na podwórku, grając w piłkę nożną” – mówi piłkarz. Zawodnik zrozumiał, że jego powołaniem jest szczypiorniak, właśnie gdy trafił do Szkoły Mistrzostwa Sportowego w Gdańsku. „Sukces to drabina, po której nie sposób wspiąć się z rękami w kieszeniach” – to maksyma, która przyświecała Mateuszowi Jachlewskiemu od najmłodszych lat. Dzięki ciężkiej pracy udało mu się wejść na sam szczyt.
Swoją karierę rozpoczynał we wspomnianej SMS Gdańsk, z której trafił do AZS Gdańsk. Od 2006 roku reprezentuje klub Vive Targi Kielce, gdzie szybko stał się jedną z głównych postaci. „Siwy”, jak nazywają go koledzy z drużyny, pochodzi z wysportowanej rodziny. Jego mama trenowała koszykówkę, a tata, podobnie jak Mateusz, piłkę ręczną. Również sam sportowiec dostrzega ich wkład w swój sukces. „To, gdzie się dzisiaj znajduję, w największym stopniu zawdzięczam moim rodzicom, którzy pchnęli mnie w kierunku piłki ręcznej. Ponadto, bardzo wiele nauczył mnie mój pierwszy trener, Jan Prześlakiewicz”.
Sukcesy i wielka kariera
Piłka ręczna należy dziś do jednej z najpopularniejszych dyscyplin sportowych w Polsce. Zawdzięcza to przede wszystkim sukcesom osiąganym przez polskich szczypiornistów w ostatnich latach. Dzięki wspaniałym zawodnikom, takim jak Mateusz Jachlewski, bije ona rekordy swojej popularności.
„Siwy” jest jednym z najbardziej utalentowanych piłkarzy ręcznych reprezentacji Polski. W jego akcjach na lewym skrzydle widać niezwykłą szybkość i skuteczność, które charakteryzują zawodnika. W reprezentacji rozegrał już ponad 90 spotkań. Grał we wszystkich meczach Mistrzostw Świata w 2007 roku, kiedy nasi szczypiorniści zdobyli srebrny medal. Jest też najmłodszym polskim szczypiornistą, który pojechał na Igrzyska Olimpijskie do Chin. „To był najważniejszy turniej w moim życiu, czułem się zaszczycony, że mogę reprezentować Polskę na igrzyskach” – przyznaje z dumą piłkarz. Właśnie medal olimpijski pozostaje jego największym, niespełnionym jeszcze, sportowym marzeniem. Który moment w tej błyskotliwej karierze okazał się przełomowym? „Myślę, że był to sezon 2005/2006. Grając na środku rozegrania, udało mi się wywalczyć tytuł króla strzelców ligi. Właśnie po tym sezonie dostałem powołanie do reprezentacji” – mówi zawodnik.
Twardy sport
Piłka ręczna to sport kontaktowy. Właśnie dlatego większość klasowych zawodników to ludzie o imponujących warunkach fizycznych. Niżsi zawodnicy muszą nadrabiać sprytem i szybkością, by zniwelować siłową przewagę swoich rywali. Na szczęście Mateusz Jachlewski nie należy do ułomków. Na parkietach, podczas ciągłego kontaktu, często zdarzają się prowokacje i zagrania nie fair. „Takie rzeczy się zdarzają. Nie wszyscy zawodnicy pałają do siebie sympatią, więc grając przeciwko sobie często dochodzi między nimi do mocniejszych starć. Skrzydłowi mają tego kontaktu z przeciwnikiem najmniej. Najczęściej zdarza się to obrotowym, bo na tej pozycji kontakt z przeciwnikiem jest permanentny” – mówi Mateusz.
Piłka ręczna to nie gra dla mazgajów. Bywa, że zawodnik „wpada” na czyjś łokieć lub pięść, czemu towarzyszą stłuczenia i kontuzje. Jednak to, co przydarzyło się innej gwieździe reprezentacji Polski, Karlowi Bieleckiemu, wstrząsnęło całym sportowym światem. Zawodnik w starciu z innym piłkarzem stracił oko. „Dla mnie ta cała sytuacja była przerażająca. Karola znam już parę lat, na boisku nie raz graliśmy obok siebie i nie mogłem uwierzyć w to, co mu się przytrafiło. To był ogromny szok dla wszystkich zawodników. Na szczęście Karol pokazał ogromną siłę charakteru i gra dalej. Należy mu się za to wielki szacunek” – komentuje Mateusz.
Nie samym sportem człowiek żyje
Chociaż Mateusz Jachlewski pierwsze pieniądze w swoim życiu zarobił na boisku, zdaje sobie sprawę z tego, że kariera sportowca nie trwa wiecznie. Właśnie dlatego studiuje wychowanie fizyczne na Wszechnicy Świętokrzyskiej. To jednak nie jedyne wysiłki, jakie czyni w celu zapewnienia sobie bezpiecznej przyszłości. „Po głowie chodzi mi wiele pomysłów, ale na razie nie chciałbym rozmawiać o szczegółach. Mam świadomość tego, że kariera sportowca jest krótka i obarczona sporym ryzykiem. Dlatego już teraz powoli przygotowuję się do tego, co będę robił i jak będzie wyglądało moje życie za 10 lat. W realizacji tych planów pomaga mi profesjonalna agencja Sport Idea i menedżer, z którym współpracuję od ponad roku” – mówi sportowiec.
Wolny czas Mateusz Jachlewski najchętniej spędza w domu z żoną. Dla relaksu lubi oglądać filmy i grać na konsoli. Zdarza mu się również gotować. Chociaż, jak sam przyznaje, lepiej w kuchni radzi sobie żona. Jego popisowe danie to sushi. Piłkarz przepada za kuchnią włoską i chińską, ale jego ulubiona potrawa to żurek żony. Dość wyraźnie wyłania nam się obraz domatora. „Chciałbym spędzać więcej czasu w domu, ale droga, jaką wybrałem, oznacza ciągłe wyjazdy” – mówi. Twierdzi, że nie musiał niczego poświęcić, aby osiągnąć sukces. „Zabrałem z rodzinnego miasta żonę, wtedy jeszcze dziewczynę, i to ona musiała się poświęcić dla mnie, za co zawsze będę jej dziękował” – przyznaje sportowiec. Gdyby nie został szczypiornistą, byłby architektem, a kiedy skończy karierę, chce mieć swój własny biznes.
Przykład Mateusza pokazuje, że sukces zwykle wynika z nastawienia na niego i przyjęcia aktywnej postawy wobec życia. Po zakończeniu kariery piłkarz na pewno nie osiądzie na laurach, wspominając dawne sukcesy. Ma już plany na przyszłość i zamierza je realizować. Nam pozostaje tylko życzyć mu jeszcze więcej zwycięstw, zwłaszcza tych, osiąganych z reprezentacją, gdyż one ucieszą nas wszystkich najbardziej.

Mateusz Jachlewski – siwy, srebrny, złoty chłopak, fot. Patryk Ptak/Sport Idea

Mateusz Jachlewski – siwy, srebrny, złoty chłopak, fot. Patryk Ptak/Sport Idea

Mateusz Jachlewski – siwy, srebrny, złoty chłopak, fot. Patryk Ptak/Sport Idea

Mateusz Jachlewski – siwy, srebrny, złoty chłopak, fot. Patryk Ptak/Sport Idea
Komentarze
Dodaj komentarz
Dodaj komentarz
Zimne ręce – gorące serce
Temperatura na minusie, mroźny wiatr zrywa czapki z głów, śnieg skrzypi pod stopami – zima na dobre...











