Marek Galiński: To była szybka, szczeniacka decyzja
Kolarstwo to od lat jedna z najpopularniejszych dyscyplin sportu. Prawdziwą chlubą naszego kraju w tej dziedzinie jest wielokrotny mistrz Polski i czterokrotny olimpijczyk – Marek Galiński, który specjalnie dla nas opowiada o swojej karierze i poziomie dzisiejszego kolarstwa.
Dossier:
Data urodzenia: 1 sierpnia 1974 r.
Miejsce urodzenia: Opoczno
Największe osiągnięcia: piąte miejsce na Mistrzostwach Świata w Les Gets we Francji, drugie miejsce na Pucharze Świata w Sant Wendel w Niemczech (MTB)
Prywatnie: Szkoła Kolarstwa Górskiego „GalińskiBikeSchool”
Strona WWW: www.marekgalinski.pl
A.W.: Jakie były początki pana kariery?
M.G.: Moja przygoda z rowerem zaczęła się w pierwszej klasie szkoły średniej. Wraz z bratem i kolegami zapisaliśmy się do klubu kolarskiego w Opocznie. To była szybka, szczeniacka decyzja. Zaledwie po kilku miesiącach uprawiania tego sportu stwierdziłem, że to jest to. Jazda na rowerze za każdym razem była dla mnie nowym wyzwaniem, gdyż ściganie to niesamowity zastrzyk adrenaliny. Nie jestem w stanie porównać tej dyscypliny do jakiejkolwiek innej bowiem w żadnej nie rozkochałem się tak, jak w kolarstwie.
Skąd pseudonim „Diabeł”?
Pseudonim powstał w czasie treningu, kiedy przeprowadzaliśmy coś w rodzaju konkursu-zabawy. Mianowicie chodziło o pokonywanie trudnych technicznie podjazdów, w zasadzie prawie nie do zdobycia. Ja natomiast wjeżdżałem praktycznie wszędzie. Na wzór znanego przysłowia „gdzie diabeł nie może, tam babę pośle” u nas zrodziło się hasło „gdzie nikt nie może wjechać, tam wjedzie diabeł”. Tak też powstała moja ksywa.
Jak wygląda zwykły dzień kolarza? Czy sportowiec ma czas dla rodziny?
Wstaję o godzinie 6 rano, 30 minut później jem śniadanie, a około 10 rozpoczynam pierwszy trening. Po południu krótka przerwa na obiad i od 16 trening po raz kolejny. Mniej więcej o 22 – zasypiam. Właściwie czas dla rodziny jest dość ograniczony, niestety to jedno z wyrzeczeń sportowca. Osobiście uważam, że mimo wszystko można sobie z tym problemem poradzić, między innymi dobrze organizując czas. Wtedy jest szansa wykorzystać z rodziną te możliwości, których nie da się zrealizować na co dzień. Mam na myśli na przykład wspólne wyjazdy. Staram się także poświęcić rodzinie więcej czasu po sezonie i wówczas nadrobić zaległości.
Jakie były pana najgorsze kontuzje?
Poważna kontuzja, jaką pamiętam, spowodowana była przez czołowe zderzenie z autem, które skończyło się na dwóch pękniętych żebrach i mocno stłuczonym pośladku. Na rower wsiadłem jednak jeszcze tego samego dnia.
Co jest dla pana odskocznią od rzeczywistości?
Oczywiście, jak wcześniej wspomniałem, mam rodzinę i to dla niej żyję. Mieszkam w małym domku z ogrodem i tam najlepiej relaksuję się w obecności moich dziewczyn – żony i córek. Poza tym, zimą staram się wyjeżdżać na narty biegowe – to chyba druga dyscyplina sportowa, która mnie wyjątkowo pasjonuje i jest świetną odskocznią od kolarstwa.
Gdyby nie kolarstwo, to co? Jeśli miałby pan okazję cofnąć czas, czy coś by pan zmienił?
To bardzo trudne pytanie, na które nie potrafię odpowiedzieć. Jestem zadowolony z dokonanego wyboru. Sport to prawdziwa szkoła życia, a ja wyniosłem z niej to, co najlepsze. Nie zmieniłbym nic. Nie powiem, że moje życie jest idealne i usłane różami, bo tak nie jest, z resztą nie chciałbym takiego życia. Lubię wyzwania i kocham życie za tę nieprzewidywalność, gdyż chyba właśnie to ona motywuje nas do ciągłego działania.
A więc czuje się pan spełniony zawodowo?
Mimo że nie zostałem mistrzem świata czy też mistrzem olimpijskim, czuję się spełniony, być może dlatego, że to, co robiłem i robię, to moje hobby i nie wyobrażam sobie innej możliwości niż wyczynowe uprawianie kolarstwa.
Jak pan ocenia kondycję polskiego sportu?
Generalnie w sporcie nie dzieje się zbyt dobrze. Jak wszyscy wiemy, ostatnimi czasy mamy kryzys na całym świecie i cierpi na tym również sport, ponieważ każda firma, ograniczając budżety, zaczyna od cięć sponsoringowych. Ten sam problem mamy także w polskim rządzie – łatanie dziury budżetowej zaczyna się od redukcji wydatków, w tym również wydatków na sport. Mam nadzieję, że z biegiem czasu warunki będą się polepszać, a tym samym polski sport będzie się rozwijał. Szczerze mówiąc, poziom sportowy naszej reprezentacji ma się zdumiewająco dobrze w porównaniu z budżetem, jaki ma do dyspozycji.
A co pan uważa na temat poziomu naszego kolarstwa? Czy dyscyplina ta jest dziś popularna?
Kiedy zaczynałem swoją karierę, kolarstwo miało zupełnie inny wymiar, niestety z biegiem czasu jego popularność w Polsce zmalała. Z jednej strony możliwe, że obecny stan jest konsekwencją światowego kryzysu, ponieważ dyscyplina ta jest dość droga, z drugiej natomiast niewykluczone, iż stało się tak za sprawą polityki Polskiego Związku Kolarskiego. Mowa oczywiście o kolarstwie wyczynowym, bo kolarstwo amatorskie ma się bardzo dobrze, czego przykład stanowi chociażby liczba organizowanych maratonów, no i oczywiście wysoka frekwencja przekraczająca 1500 osób. Moim zdaniem, duży problem naszego kolarstwa stanowi brak zaplecza. Polska jest dużym krajem, jednak niestety nie odzwierciedla się to w liczbie profesjonalnych kolarzy. Fenomenem jest to, że możemy mieć zaledwie jednego mistrza i kolokwialnie mówiąc: „dwóch kolarzy na krzyż”. Brak także mądrej koncepcji i konkretnego planu rozwoju polskiej młodzieży, dla której do tej pory nie są organizowane szkolenia centralne. Myślę, że jest to błędna droga, która wynika z wygody tych „na górze”. Kolarstwo kwitnie jednak tam, gdzie władze nie mają żadnych wpływów, przykład – maratony rowerowe.
Jakie należy mieć predyspozycje, aby odnieść sukces w sporcie? Co poradziłby pan początkującym kolarzom?
Trzeba znaleźć się we właściwym czasie i miejscu, i oczywiście natrafić na odpowiednich ludzi. Predyspozycje to jeden z elementarnych czynników składających się na sukces – czynników zależnych od siebie, wzajemnie współdziałających. Bardzo ważne są zwłaszcza zdolności motoryczne, wrodzone parametry wydolnościowe, upór w dążeniu do celu, systematyczność i wiele innych cech, które w połączeniu tworzą talent sportowy. Jednakże owy talent trzeba jeszcze umieć wykorzystać. Moja rada – bawcie się rowerem, czerpcie z niego radość i satysfakcję.
Czego panu życzyć?
W kolarstwie mówi się połamania kół. Prywatnie to przyjemności i satysfakcji z wykonywanej pracy.
Tego właśnie życzymy! Dziękuję za rozmowę.

Marek Galiński: To była szybka, szczeniacka decyzja, fot. sportfoto.com.pl / Krzysztof Jot

Marek Galiński: To była szybka, szczeniacka decyzja, fot. sportfoto.com.pl / Krzysztof Jot

Marek Galiński: To była szybka, szczeniacka decyzja, fot. sportfoto.com.pl / Krzysztof Jot

Marek Galiński: To była szybka, szczeniacka decyzja, fot. sportfoto.com.pl / Krzysztof Jot
Komentarze
Dodaj komentarz
Dodaj komentarz
Zimne ręce – gorące serce
Temperatura na minusie, mroźny wiatr zrywa czapki z głów, śnieg skrzypi pod stopami – zima na dobre...











