Kolarstwo dobre w każdym wieku - rozmowa z Arturem Żero
Od dziecka uprawia sport, a od 2006 głównie kolarstwo. Rozpoczął późno, w wieku 39 lat, co nie przeszkadza mu w niczym, zwłaszcza w odnoszeniu sukcesów. Swoją wiedzę i doświadczenie wykorzystuje również do trenowania innych – kiedyś był nauczycielem, dziś prowadzi Szkółkę Kolarstwa Rodzinnego. Jest prawdziwym pasjonatem tego, co robi. To wulkan energii, dla którego najważniejszy jest sport, nie wygrywanie.
Dossier
Wiek: 43 lata
Obecny klub: trener w Klubie Sportowym „Family Active”, zawodnik MBIKE Team Maraton
Najważniejsze dotychczasowe osiągnięcia kolarskie:
I miejsce w klasyfikacji generalnej M4 GIGA 2009, I miejsce w klasyfikacji generalnej M4 MEGA 2008
Właściwie od dziecka rywalizuję i mam to we krwi. Lubię odnosić sukcesy i dobrze się z tym czuję.
To jest pasja. Do uprawiania jakiegokolwiek sportu trzeba mieć zamiłowanie.
T.S.: Zaczął Pan uprawiać kolarstwo dosyć późno (39 lat). Nie miał Pan obaw, nie czuł, że porywa się „z motyką na słońce"? Najbliżsi nie odradzali?
A.Ż.: Zaczęło się od jazdy dla zdrowia i wszyscy byli zadowoleni. Z czasem, gdy zacząłem wygrywać i postawiłem na rozwój, a treningi stały się bardziej wymagające – rodzina faktycznie zaczęła mieć pewne obiekcje. Przyzwyczaili się jednak. Gdy rozpoczynał się sezon kolarski, a ja znowu stawałem na podium, zaakceptowali to. Wiek nie gra roli, każdy może rozpocząć treningi, nawet starty – nie ma żadnej granicy wiekowej. Najlepszym tego przykładem są moi obecni podopieczni, od najmłodszych do mających lat „dziesiąt”. Wszyscy rozpoczęli treningi w zimie, a obecnie cieszą się z jazdy na rowerze i wygrywają.
Jak zareagował na Pana peleton? Wprawdzie nie widać po Panu upływu czasu, ale jednak debiutantami bywają zazwyczaj młodsi sportowcy. Jak oni godzili się z tym, że okazuje się Pan od nich lepszy?
Właściwie do tej pory młodzi myślą, że ścigają się z młodszym kolarzem niż w rzeczywistości jestem. Gdy jednak dowiadują się, że jestem od nich starszy o 20 lat, wywołuje to w nich zaskoczenie. Później długo mnie nie zauważają, właściwie aż do momentu, gdy zaczynają jeździć szybciej ode mnie.
Pomysł na Szkółkę Kolarstwa Rodzinnego zrodził się z czystej kalkulacji finansowej czy to konsekwentna realizacja pasji, w myśl zasady „niech się dzieje co się chce”, a ja i tak będę robił to, co kocham?
Jako nauczyciel kultury fizycznej w szkole podstawowej, byłem zadowolony ze stanowiska, a zwłaszcza z pracy z dziećmi. Gdyby zawód ten przynosił większe dochody, pewnie robiłbym to do dzisiaj. Dlatego, gdy dostałem propozycję poprowadzenia szkółki kolarskiej, z miłą chęcią ją przyjąłem. Nie myślałem o stronie finansowej ani wtedy, ani zaczynając nauczanie. Zresztą, prowadzenie takiego klubu nie jest dochodowym interesem.
Kto u Pana trenuje? Pańscy podopieczni to amatorzy, pragnący aktywnie spędzić czas, czy też marzący o karierze kolarza, zaprogramowani na sukces, profesjonaliści?
W obecnej chwili ćwiczy w niej dwadzieścia osób – dziewięcioro dzieci oraz jedenaście osób starszych, w tym młodzież i trzy kobiety. Przekrój wiekowy plasuje się w granicach od 10 do 41 lat. W większości to amatorzy, którzy nie chcą „zgnuśnieć”, lecz gdy zaczynają się sukcesy, pociąga to za sobą pragnienie fachowej wiedzy i nauki. Zawsze przychodzi czas, gdy chcą zwyciężać jak profesjonaliści. Oczywiście, byłbym zadowolony, gdyby zgłaszało się więcej chętnych, ale zdaję sobie sprawę, że nie mogę dać wszystkim tego, czego chcą.
Czy w słowniku kolarskim istnieje w ogóle takie pojęcie jak „talent”? Czy zdarzyło się Panu odkryć u kogoś nieprzeciętne zdolności kolarskie?
Myślę, że tak, ale mam zbyt dużo życiowego doświadczenia, abym wpadał w podniecenie z tego powodu. Wiem, że talent trzeba rozwijać, ale same chęci nic nie dadzą. Należy przede wszystkim odpowiednio ukształtować młody umysł, by talent mógł zakiełkować. W sporcie, a zwłaszcza w kolarstwie, talent jest niczym bez ciężkiej pracy. Ten sport wymaga wielu wyrzeczeń i godzin spędzonych na ćwiczeniach. Czasami jednak brutalne względy ekonomiczne biorą górę nad talentami – tylu młodych utalentowanych kolarzy kończy karierę i bierze się za biznes. Kolarstwa uczę dopiero od siedmiu miesięcy i mam nadzieję, że przede mną jeszcze wiele lat szkolenia oraz rekrutacji.
Komentarze
Dodaj komentarz
Dodaj komentarz
Zimne ręce – gorące serce
Temperatura na minusie, mroźny wiatr zrywa czapki z głów, śnieg skrzypi pod stopami – zima na dobre...























