Jacek Bartkiewicz, prezes Banku BGŻ: Prezesem się bywa, a człowiekiem jest
W swoim życiu zawodowym pełnił wiele ważnych i odpowiedzialnych funkcji. Obecnie jest prezesem dużego banku. Ten doktor nauk ekonomicznych swoją teoretyczną wiedzę popiera wieloletnim doświadczeniem. Z Jackiem Bartkiewiczem rozmawiamy o jego karierze zawodowej, przepisie na sukces i życiu prywatnym.
Dossier:
Data urodzenia: 1954
Miejsce urodzenia: Warszawa
Zajęcie: doktor nauk ekonomicznych, prezes zarządu Banku BGŻ, menadżer
Największe sukcesy: organizacja nowego oddziału bankowego, restrukturyzacja i prywatyzacja BGŻ
Skąd wzięło się u Pana zamiłowanie do ekonomi, którego skutkiem było wybranie właśnie tego kierunku studiów, a następnie pańska kariera naukowa?
Tak naprawdę, to był przypadek. Pierwotnie chciałem studiować stosunki międzynarodowe. Byłem nawet bliski zostania laureatem olimpiady, która zwalniała z egzaminów wstępnych na ten kierunek. Jednak poważnie zachorowałem przed finałem olimpiady. I wtedy pojawił się pomysł podjęcia studiów na SGPiS (dzisiejsze SGH). Zawsze fascynowały mnie analizy makroekonomiczne. Dlatego, po napisaniu pracy magisterskiej, zdecydowałem się rozpocząć karierę naukową.
W swoim życiu zawodowym zajmował Pan wysokie stanowiska. Jak udało się to osiągnąć?
Po doktoracie doszedłem do wniosku, że aby kontynuować karierę naukową, powinienem zdobyć także praktyczne doświadczenie. Postanowiłem rozejrzeć się za pracą na pół etatu. Wtedy, przez przypadek, spotkałem dawnego kolegę, który znał pierwszego szefa Banku Śląskiego. Chemia zadziałała. I tak zacząłem swoją przygodę z bankowością.
Jak wiele zawdzięcza Pan doświadczeniu, a jak wiele wiedzy?
Sukces składa się w 50% z wiedzy, reszta to doświadczenie. A doświadczenie to nic innego, jak umiejętność wyciągania wniosków ze zdarzeń, które miały miejsce w przeszłości.
Pana największy sukces?
Na różnych etapach mojego życia zawodowego odnosiłem różne sukcesy. Dwa kluczowe to organizacja nowego oddziału bankowego od zera. Oddział ten, po dwóch latach funkcjonowania, zajął drugie miejsce w rankingu najlepszych oddziałów Banku. Drugim, ważnym sukcesem dla mnie była restrukturyzacja i prywatyzacja Banku BGŻ.
Czym jest dla Pana sukces i jaka jest Pana recepta na jego osiągnięcie?
Sukces to osiąganie stawianych sobie celów. Recepta na sukces jest prosta: to dobry i zmotywowany zespół, który wspiera się w codziennej pracy i dąży do wspólnego celu.
Bez czego nie mógłby się Pan obejść?
Bez przeglądu codziennej prasy, bez grona zaufanych pracowników i bez dostępu do wiedzy.
Czy trudno Panu pogodzić życie zawodowe z prywatnym? Ma pan na to jakieś sprawdzone sposoby?
Czasami nie jest łatwo pogodzić życie prywatne z życiem zawodowym. Trzeba sobie jednak jasno powiedzieć, gdzie jest granica między jednym, a drugim. Sukces zawodowy przekłada się na życie prywatne. A udane życie prywatne daje siłę, aby działać dalej.
Co pozwala się Panu zrelaksować po ciężkim dniu pracy?
Odpoczywam czytając książki, prasę i grając w brydża ze znajomymi. Moja praca zawodowa raczej nie pozwala mi zapomnieć o obowiązkach po powrocie do domu. Udaje mi się to jednak podczas urlopu.
Jak ważna jest w Pana życiu rodzina?
Rodzina jest dla mnie bardzo ważna. Siłę do działania w codziennym życiu daje mi więź emocjonalna z moimi bliskimi i fakt, że zawsze mogę liczyć na członków rodziny.
Czym jest dla Pana praca?
Praca jest moją pasją. Na początku mojej drogi zawodowej bardzo istotne były także kwestie finansowe. Pracowałem, żeby utrzymać rodzinę. Teraz jest trochę inaczej.
Czym interesuje się Pan poza pracą?
Interesuje mnie polityka, muzyka klasyczna i sport. Często chodzę do filharmonii, jednak imprezy sportowe oglądam tylko w telewizji. Atmosfera, jaka panuje w Polsce na imprezach sportowych, stanowczo mi nie odpowiada. Za dużo jest tam agresji i chamstwa. Kiedyś było zupełnie inaczej. Ponadto, aktywnie uprawiam sport. To mnie relaksuje. Jeżdżę na nartach i gram w tenisa. Dwa tygodnie urlopu spędzonego na nartach to dla mnie najważniejszy wypoczynek w roku. Zaś w sobotnie poranki i niedzielne wieczory regularnie gram w tenisa. Wtedy nic innego się nie liczy.
Komentarze
Dodaj komentarz
Dodaj komentarz
Zimne ręce – gorące serce
Temperatura na minusie, mroźny wiatr zrywa czapki z głów, śnieg skrzypi pod stopami – zima na dobre...












