Berlińskie życie Gombrowicza
Odbrązawiamy portret Wielkiego Pisarza. Pora pokazać Witolda Gombrowicza w świetle innym niż blask reflektorów. Posłuży temu przedstawienie jego sylwetki w czasie rocznego pobytu w Berlinie (1963–1964). To czas wątpliwości i wewnętrznych wahań Gombrowicza. Ten trudny rok był momentem zwrotnym w jego życiu.
W 1963 roku Witold Gombrowicz otrzymał z Fundacji Forda zaproszenie na roczny pobyt w Berlinie. Miał więc porzucić „drugą ojczyznę” – Argentynę i powrócić do Europy. Jako reprezentant narodu, który najbardziej ucierpiał podczas II wojny światowej, pisarz znalazł się w arcytrudnym położeniu. Zdecydował się jednak skorzystać z zaproszenia. W Berlinie był więc „Polakiem, gościem, pisarzem, artystą, Europejczykiem i Amerykaninem, jak również człowiekiem chorym, łykającym niezliczone pigułki”.
Trudy codziennego życia
Przyjazd Witolda Gombrowicza do Berlina był niezwykle ważnym momentem w jego życiu. Pisarz miał jednak bardzo poważny problem, z którym musiał się zmierzyć od razu, zaraz po osiedleniu się w Niemczech. Otóż Gombrowicz znał doskonale język francuski i hiszpański w stopniu wysoce komunikatywnym, ale językiem niemieckim władał słabo. Najlepszym przykładem braku umiejętności lingwistycznych pisarza był Lesungzorganizowany w 1964 roku przez Höllerera. Gombrowicz tak pisał o tym w „Dzienniku”: „O co chodzi? – pytałem, gdyż słowo Lesung było mi obce. – Nic wielkiego. Odczyta pan po niemiecku kilka fragmentów ze swoich książek. – Ależ moja wymowa... – Nic nie szkodzi. – Ależ ja nie będę rozumiał… i oni także”.I w tej nowej Europie, i w nowym Berlinie, gdzie francuski i hiszpański nie były popularne, Gombrowicz czuł się obco.
Jak w domu?
Ważnym momentem w berlińskim życiu Gombrowicza była próba założenia kawiarni artystycznej Zuntz przy Kurfürstendamm. Zuntz miał przypominać w swoim kształcie warszawskie kawiarnie literackie: Zodiak i Ziemiańską, gdzie Gombrowicz odbywał spotkania przed II wojną światową. Jednak idea ta upadła, bo kawiarnie berlińskie nie mogły się odrodzić ze względu na ich „międzynarodowy charakter” oraz dlatego, że ich idea nie wyszła od samych Niemców, a od emigracyjnego pisarza polskiego. Poza tym, przedsięwzięcie nie mogło się udać ze względu na bardzo specyficzny stosunek Gombrowicza do zgromadzanego audytorium. Jemu chodziło o bycie mistrzem dla swych uczniów, wyznawców. Oni chcieli dialogu. To skazało Gombrowicza na samotność.
Dojmujący smutek
Wiele osób z otoczenia Gombrowicza wspomina jego odseparowanie od ludzi. Pisarz nie chciał, a może nie umiał nawiązać psychicznej więzi ze środowiskiem, w którym się znalazł: „Byliśmy hermetyczni, oni [Grass, Johnson, Weiss] dla mnie, ja dla nich, z góry wiadomo, nic, zupełnie, nic, a najlepsze, co można zrobić, to żeby jeden drugiego zostawił w spokoju”. I chociaż to środowisko powinno być mu bliskie, Gombrowicz czuł się opuszczony, nie potrafił znaleźć z nim wspólnego języka.
Gdy Gombrowicz dotarł do Niemiec, był już pisarzem znanym. Jego publikacje na łamach paryskiej „Kultury”, popierane przez Jerzego Giedroycia, były chętnie czytane w całej Europie, szczególnie we Francji. Gombrowicz miał już na swoim koncie „Trans-Atlantyk”, „Ślub”, „Iwonę, księżniczkę Burgunda”, tłumaczono „Pornografię” i „Dzienniki”. Nie chodziło więc Gombrowiczowi o chęć wejścia na rynek czy zaistnienie w świecie, bo to działo się samoczynnie. To raczej sam pisarz stworzył wewnętrzną barierę, broniąc się jakby przed przyjęciem określonego konwenansu, wejściem w Formę.
Z jednej strony Gombrowiczowi dokuczała samotność, popadał w stany depresyjne czy melancholijne, a z drugiej nie chciał przełamać owej samotności. Wynajdował różne problemy, które według niego uniemożliwiały porozumienie ze światem zewnętrznym.
Berlin – przedsionkiem Polski?
Rok 1963 to czas ważnych wydarzeń politycznych. Po ponad dwóch latach od budowy muru berlińskiego (17 grudnia 1963 roku) otwarto granice dla mieszkańców Berlina Zachodniego. Gombrowicz był w centrum tych wydarzeń. Będąc w Berlinie od 16 maja 1963 roku, mógł śledzić bieżące wydarzenia polityczne. Po ośmiu miesiącach jego pobytu, granica na Wschód została otwarta, a mimo to pisarz nie zdecydował się wyruszyć do Polski. Nie wyjechał do rodzinnego kraju, aż do zakończenia „berlińskiej przygody”, czyli 17 maja 1964 roku. Co więcej, nie wrócił do Polski nigdy, choć był tak bardzo, bardzo blisko.
Antykampania w Polsce
W tym samym czasie, w polskiej prasie nasiliły się ataki na pisarza. Gombrowicz sam nie był bez winy. Odpowiedział na szkalujące artykuły „Tandetą”, opublikowaną w „Akzente” Höllerera oraz przedrukowaną w „Kulturze” paryskiej. Pokazywał niespójność działania systemu komunistycznego i przedstawił rząd, który ma określony cel – ogłupiać inteligencję, ale nie wie, jak to robić. Dawał rady polskim władzom, jak powinny postępować, jeśli chcą doprowadzić do walk klasowych w społeczeństwie. Według pisarza, rząd sam siebie ośmieszał, ponieważ nie miał żadnej wypracowanej metody dążenia do celu.
Nie ulega najmniejszej wątpliwości, iż dyskusja na temat Gombrowicza była w Polsce dyskusją polityczną. Wypowiedzi Gomułki o sztuce przekonywały, że władze chcą zapanować nad wszelką wolną myślą intelektualną i artystyczną, a Gombrowicz, popularny na Zachodzie, gdzie nie obowiązywała cenzura, był zagrożeniem. Unieszkodliwić go miały wypowiedzi różnych osobistości na łamach polskiej prasy. Dlatego też Gombrowiczowi było bardzo ciężko przebić się na polskim rynku. Zarzucano mu wykolejenie oraz to, że nie ma szacunku dla ofiar zbrodni hitlerowskich i chce wzbogacić się przez kalumnie wobec kultury polskiej. Na łamach „Życia Literackiego” wywiązała się korespondencyjna dyskusja między Gombrowiczem a Swinarską. Została opatrzona nieobiektywnymi fragmentami z „Dziennika”,który w Polsce był wówczas zakazany. Również „Kultura”warszawska opublikowała serię artykułów przeciw Gombrowiczowi, m.in. tekst Stanisława Zielińskiego „Posłuchajcie Jeleńskiego”, w którym Zieliński oskarża pisarza o demonstrację na rzecz łączności Berlina Zachodniego ze Wschodnim. Dla polityki komunistycznej bratanie się z kapitalizmem było nie do przyjęcia.
Polska prasa prowadziła wyjątkowo tendencyjną propagandę. Oburzano się na Gombrowicza, nie wiedząc o problemach, z jakimi się borykał oraz nie znając intencji, które przyświecały mu w momencie podejmowania decyzji o przyjeździe do Berlina. Prasa polska cały czas powoływała się tylko na jeden element – przyjęcie stypendium przez Gombrowicza – dorabiając do tego odpowiednia ideologię, bez szczegółowej analizy motywów, jakimi kierował się pisarz.
Rozbity Zachód
Artykuły w krajowej prasie odbiły się szerokim echem w Europie, wśród środowisk polskich na emigracji. Pierwszy artykuł pt. „Pokajanie Picassa i zdrada Gombrowicza” napisał Konstanty Jeleński w paryskiej „Kulturze”. Tekst był odpowiedzią na artykuły Stanisława Zielińskiego „Gombrowicz w Jordanie” oraz „Spowiedź Picassa” B. Kamińskiego-Durochera. Nie jest przypadkowe, iż oba teksty pojawiły się w „Kulturze” warszawskiej, która miała być przeciwwagą „Kultury” paryskiej, promującej Gombrowicza w Europie. Jeleński zarzuca obu autorom stronniczość i zakłamanie w sprawach polsko-niemieckich. Wyjaśnia też dokładnie powód przybycia Gombrowicza do Berlina Zachodniego, czego oczywiście autorzy artykułów nie zrobili, chcąc w ten sposób pozostawić sprawę niejasną i niedopowiedzianą.
Juliusz Mieroszewski w artykule „Renesans w pełni” cytował zaś najważniejsze, ukazujące się w prasie wypowiedzi, które atakowały Gombrowicza i paryską „Kulturę”. Nie miał on zamiaru nikogo bronić, a jedynie pokazać rozmiar niesamodzielności myślenia, skażonego ideologią marksistowską. Tekst Mieroszewskiego został zamieszczony w tym samym wydaniu „Kultury”, co artykuł Jeleńskiego. Redakcja chciała podkreślić, jak duży jest odzew na atak wobec Gombrowicza ze strony emigracji.
Prasa londyńska, która nie chciała zadrażniać stosunków z Polską, podjęła zaś kampanię przeciw Gombrowiczowi. Tym razem zarzucano mu wyzbycie się tożsamości, bo tylko „Gombrowicz odrzucający warunek Fundacji pozostałby GOMBROWICZEM!!”, jak również rewizjonizm, który miał służyć wzbudzeniu w czytelnikach nastrojów antyniemieckich, a przy tym anty-Gombrowiczowskich.
Natomiast w stolicy Niemiec Zachodnich, gdzie przebywał Gombrowicz, nikt nie opublikował ani jednego artykułu, ustosunkowującego się do działań innych gazet. Jednak te wszechobecne ataki sprawiły, że autor „Dziennika” nosił się z zamiarem wyjazdu z Berlina, aby być dalej od takich polemik oraz by nie zarzucano mu w Polsce proniemieckości.
Wyjazd lekiem na całe zło
Gombrowicz starał się o pozwolenie na opuszczenie Berlina od listopada 1963 roku. Oficjalnym powodem był pogarszający się stan jego zdrowia i zbliżająca się zima, która niosła ryzyko choroby. Wiadomo, że pisarz chorował na serce i astmę. Zatem możliwe powody przyspieszonego wyjazdu były następujące: „a) G. jest chory, będzie musiał wyjechać na zimowe miesiące do Włoch np., b) G. właściwie zdziałał już to, co miał zdziałać, i jego dalszy pobyt w Berlinie nie będzie efektywny, c) obecnie współpraca z G. polega przede wszystkim na pisaniu o Berlinie, a to może robić będąc gdzie indziej”. Zmiana klimatu z argentyńskiego na europejski odbiła się na zdrowiu pisarza. W Europie było zbyt zimno. Problemy zdrowotne rozpoczęły się właśnie w Berlinie i doprowadziły do pobytu Gombrowicza w szpitalu. Choroba towarzyszyła pisarzowi do końca życia.
„Berlin po zbrodni, jak lady Makbet, wciąż myje sobie ręce”
Gombrowicz był osobą, która niezwykle odbierała świat. Trudno było mu mieszkać w Berlinie i spisywać notatki, które wyszły pod nazwą „Berliner Notizen”, oraz stały się częścią „Dziennika” z lat 1963-1965. Z jednej strony pisarz widział zmianę w powojennej mentalności niemieckiej, z drugiej był przygniatany falą krytyki polskiej.
Gombrowicz był stypendystą miasta. Żywo interesował się ekonomią i ilością proponowanych mu pieniędzy, więc jego sytuacja materialna nie była dobra: „jeśli stypendium w dolarach (ten facet pisze $, skąd mogę wiedzieć, pez argentyński też jest $, wszystko może być $), nie ma problemu z mieszkaniem w Paryżu, natomiast gdyby nie daj Boże było w markach, to chętnie bym u Ciebie [Giedroycia] dachu nad głowa poszukał, żeby taniej było”. Gdyby chodziło o niezależną organizację, która fundowała stypendia artystom reprezentującym różne dziedziny sztuki, wówczas pisarz mógłby myśleć o stypendium tylko w kategoriach finansowych, a dzięki temu mógłby oddać się wyłącznie sprawom literackim. Jednak zaproszenie Gombrowicza do Niemiec było spowodowane nie tylko chęcią odbudowy zrujnowanego kulturalnie Berlina, ale przede wszystkim próbą oczyszczenia narodu w oczach świata ze zbrodni wojennych.
Pobyt w tym mieście stał się dla pisarza pewną cezurą, oddzielającą Argentynę od osiedlenia się w Europie. Obejmowało to aspekt zarówno polityczny, jak i psychologiczny oraz zdrowotny. Nic więc dziwnego, iż roczny pobyt w Berlinie był dla Gombrowicza okresem trudnym i pełnym rozterek.
Źródła:
J. Giedroyc, Witold Gombrowicz. Listy 1950-1969, oprac. A. Kowalczyk, Warszawa 1993 (Archiwum Kultury 1)
W. Gombrowicz, Dziennik 1953 – 1958, t. 1, wyd. 4, Kraków 2009
W. Gombrowicz, Dziennik 1959 – 1969, t. 2, wyd. 4, Kraków 2009
W. Gombrowicz, Publicystyka, wywiady, teksty różne 1963 – 1969, Varia, t. 14, red. naukowa J. Błoński, J. Jarzębski, wybór J. Jarzębski, K. Jeżewski, Kraków 1997
Gombrowicz: walka o sławę. Korespondencja Witolda Gombrowicza z Konstantym A. Jeleńskim, Francois Bondym, Dominikiem de Roux. Część druga, oprac. M Nycz, T. Podoska, Kraków 1998
J. Jarzębski, Gombrowicz, Wrocław 2004
Komentarze
Dodaj komentarz
Dodaj komentarz
Zimne ręce – gorące serce
Temperatura na minusie, mroźny wiatr zrywa czapki z głów, śnieg skrzypi pod stopami – zima na dobre...











