Adam Kościelniak: Wytrwałość to klucz do sukcesu
Udało mu się osiągnąć sukces w bardzo młodym wieku, chociaż na dwa i pół roku porzucił taniec. Jak sam mówi, kluczem do sukcesu jest wytrwałość. Dzięki mediom paradoksalnie Adam Kościelniak jest równie znany z tego, co robi, jak i z tego, czego nie robi. Bawią go artykuły, z których dowiaduje się, że ma romans z trzema dziewczynami, dwoma chłopakami, a przy okazji jest bandytą z Pruszkowa.
Dossier:
Miejsce urodzenia: Warszawa
Wiek: 23 lata
Zawód: Tancerz
Ksywka: Młody Adaś Niezgódka
Największe osiągnięcia: Brał udział w wielu przedsięwzięciach tanecznych, takich jak „You Can Dance”, „Taniec z Gwiazdami” i „Mam Talent”, Sopot Hit Festiwal, Top Trendy, TVN Sopot Festiwal, Eska Music Awards czy Viva Comet
Ł.O.: Jak zaczęła się twoja przygoda z tańcem?
A.K.: Na pierwsze zajęcia zaprowadziła mnie mama. W podstawówce byłem w jednej klasie z dwoma dziewczynami, które chodziły na treningi do Ośrodka Kultury Ochota. Nasze matki zgadały się ze sobą, w efekcie czego zacząłem tańczyć, chociaż z początku trochę niechętnie.
Co cię przekonało?
Kiedy poszedłem na pierwsze zajęcia, moja przyszła instruktorka powiedziała, że nie ma czasu, bo musi zajmować się grupą, która jechała na zawody. Wtedy objawił mi się, jak rycerz w lśniącej zbroi, Augustin Egurrola (śmiech). Zaprosił mnie do nowej grupy, a po trzecich zajęciach awansowałem do bardziej zaawansowanej. Szybko osiągnąłem jakiś pierwszy sukces i chyba dlatego zostałem.
Faceci częściej wybierają piłkę nożną, koszykówkę czy sporty walki zamiast tańców. Czy spotykały cię z tego powodu jakieś docinki ze strony kolegów?
Kiedy zaczynałem, taniec nie był tak popularny, jak teraz. Chłopak, który tańczył, różnie się kojarzył, dlatego trochę to ukrywałem. Na początku moje zajęcia nie kolidowały z tym, co robią wszyscy normalni chłopcy. Dopiero później przyszedł taki czas, w którym taniec zaczął kolidować z moim życiem towarzyskim. Jeżeli można o czymś takim mówić w przypadku piętnastolatka. Wszyscy widzieli moje poświęcenie i zaangażowanie, dlatego nikomu to nie przeszkadzało. Nie przypominam sobie też docinków ze strony starszych kolegów.
Kiedy przyszedł taki moment, że pomyślałeś: będę zawodowo zajmował się tańcem?
To był chyba mój pierwszy występ przed większą publicznością. „Robiliśmy” wtedy sylwestra w Warszawie. Jeszcze nie tańczyłem wtedy zawodowo, a to był jeden z pierwszych projektów, za który dostałem jakieś pieniądze. Kiedy wyszedłem na scenę, poczułem tę adrenalinę, zobaczyłem tysiące klaszczących i dopingujących ludzi i zrozumiałem, że to jest miejsce, w którym chcę być, że to jest to, co chcę robić.
Czy w swojej karierze miałeś moment zwątpienia?
Tak. Na dwa i pół roku rozstałem się z tańcem. Wynikało to chyba z pewnego przesytu. Poza tym, w nieprzyjemnych okolicznościach odszedłem od grupy, z którą współpracowałem. Błąkałem się po różnych miejscach, tańczyłem. W końcu doszedłem do wniosku, że mam dość i czas zrobić sobie przerwę, ale w końcu wróciłem.
Nie boisz się, że kontuzja może zniszczyć twoją karierę? Czy bycie instruktorem tańca jest w takiej sytuacji jakimś zabezpieczeniem?
Bycie instruktorem jest dla mnie stałym źródłem utrzymania. Tak jak ludzie pracujący od 8 do 16, mam dzięki temu jakiś stały grafik. Nie jest to żadne zabezpieczenie, bo kontuzja uniemożliwia również pracę w charakterze instruktora. Ucząc ludzi tańczyć, trzeba im te kroki również pokazywać. Nie da się tego robić jedynie za pomocą słów. Kontuzja to coś, czego obawia się każdy tancerz. Dlatego też skończyłem szkołę reklamy, aby zapewnić sobie jakieś zabezpieczenie. Jeżeli pewnego dnia nie mógłbym tańczyć, pewnie zająłbym się organizacją imprez albo jako menadżer pomagałbym młodym tancerzom, tak jak kiedyś ktoś pomógł mnie.
Czym się zajmujesz poza tańcem?
Szczerze mówiąc, niczym. Ostatnio byłem tak zajęty, że nie miałem czasu na cokolwiek innego. Po wyjściu z programu realizowałem kilka projektów i dopiero teraz, od dwóch tygodni, mam chwilkę wolnego czasu. Na razie próbuję się odnaleźć, co nie do końca mi wychodzi, bo jeszcze nie zdążyłem się rozpakować.
Komentarze
Dodaj komentarz
Dodaj komentarz
Zimne ręce – gorące serce
Temperatura na minusie, mroźny wiatr zrywa czapki z głów, śnieg skrzypi pod stopami – zima na dobre...

















