380 km w ciągu doby. Na rowerze
Sposób na weekend mobilnego faceta: w piątek po pracy zjeść obiad, spakować się i wsiąść na rower. Pedałować całą noc i cały dzień. W sobotę dotrzeć nad morze, zrobić grilla i pójść spać. W niedzielę wsiąść w pociąg i wrócić do domu. Plan niezwykle prosty, ale jak wygląda realizacja?
„Na pomysł przejechania trasy Warszawa–Hel wpadłem po lekturze relacji innego kolarza – Wilka – z jego samotnej wyprawy. To było jakoś pod koniec 2009 roku. W marcu zacząłem planować nasz wypad, zaprosiłem przyjaciół” – opowiada Tadeusz (Pan Cygaro), lider nieformalnej warszawskiej grupy kolarskiej Nocny Rower.
Na początku zgłosiło się sporo chętnych, jednak im bliżej daty wyprawy, tym mniej osób było pewnych swoich możliwości. Ostatecznie na starcie stanęło pięciu kolarzy: Tadeusz (Pan Cygaro, 29 lat), Adam (Drzimi, 28 lat), Grzegorz (Suchy, 30 lat), Krzysztof (Bam, 27 lat) i Rafał (28 lat). Jako zaplecze techniczne samochodem jechała Wiola, żona Rafała. Szybko się okazało, że jej zadanie było równie trudne, co rowerzystów – niespanie przez całą dobę połączone z postojami co 50 km może zmęczyć każdego kierowcę, dlatego ostatecznie samochodem kierował Rafał.
Przygotowania
Do takiej wycieczki rowerowej nie można podejść bez odpowiedniej zaprawy. Wysiłek fizyczny, do którego zmuszamy mięśnie, musi być obliczony na nasze możliwości – inaczej w nieoczekiwanym momencie nasz organizm zastrajkuje i padniemy gdzieś w polu.
„Na początku byłem lekko zaniepokojony formą – straszna zima ograniczyła moje jeżdżenie na rowerze w styczniu i lutym do trzech wycieczek i w sumie 150 km – opowiada Bam. –
Nie leniuchowałem jednak całkowicie, przez cały luty chodziłem dwa razy w tygodniu na
spinning, dwa razy po dwie godziny, bardzo mi to pomogło w utrzymaniu kontaktu z pedałami i pozwoliło wyrobić początkową formę. Wraz z końcem marca i końcem okropnej
zimy zaczęła się już jazda. Do sądnego dnia 11 czerwca uzbierało się 3100 km, w tym ponad 10 tras po 100 km (jedna 150 i jedna 250 km), więc forma była”.
„Staraliśmy się jeździć jak najwięcej. Ja jeździłem codziennie po 30 km, czasem 60 km, ale nie miałem czasu na naprawdę długi trening – najdłuższy, jaki mi się udało zrobić, to były 132 km” – mówi Pan Cygaro. Suchy dodaje: „Przygotowania były dość skromne, tydzień wcześniej zrobiłem 240 kilometrów na trasie Warszawa–Płock–Sochaczew–Warszawa. Oprócz tego kilka razy przejażdżki po 70–80 km i to tyle”.
Chłopcy sami przyznali, że – prócz Bama – nie mieli takiej formy, jak powinni. Postanowili jednak spróbować, wiedząc, że zawsze będą mogli skorzystać z samochodu.
Rowery i ekwipunek
Cztery rowery, w tym dwie szosówki, jeden MTB i jeden… poziomy. Adam jeździ prawie wyłącznie na rowerze własnego pojektu. Bam przyznaje, że miał obawy związane z tym, jak Drzimi da radę, ale okazało się, że poziomy rower jest niezwykle wygodny. „Dzięki pozycji na rowerze nie odczuwa się bólu tyłka ani pleców, jedzie się równo. Ja bym pewnie na nim zrobił i 500 km – opowiada Krzysiek. – Rower Drzimiego wzbudza powszechne zainteresowanie i zachwyt, co jest bardzo miłe. Ludzie machają, pokazują sobie i pozdrawiają w każdym mieście! Świetna sprawa. Rower faktycznie jest nieziemski!”.
Dobre przygotowanie sprzętu przed taką wyprawą jest obowiązkowe. „Przed samym wyjazdem rower dostał porcję smaru i maksymalną dopuszczalną dla opon dawkę powietrza – osiem atmosfer” – mówi Grzesiek.
A co należało zabrać? „Zestaw narzędzi, zapasowe dętki, łatki, pompkę, prostą apteczkę, ubrania na chłody nocy i coś od deszczu – mówi Tadeusz. – Dzięki temu, że mieliśmy wsparcie samochodu serwisowego, mogliśmy wziąć dużo więcej bagażu – zapasowe ubrania i buty na zmianę, duże zapasy napojów, które na postojach przelewaliśmy do bidonów...”. Suchy wymienia: „Chęci, batony w dużej ilości, 2 litry wody uzupełniane co 50 km, no i papier toaletowy na każdą okazję! Ponieważ mieliśmy jechać przez całą noc, zabrałem dobre oświetlenie dla roweru i duży zapas akumulatorów do niego”.
Start – piątek wieczór
Komentarze
- <<Pierwsza
- <Poprzednia
-
- 1
- 2
- Następna>
- Ostatnia>>
Dodaj komentarz
Dodaj komentarz
Zimne ręce – gorące serce
Temperatura na minusie, mroźny wiatr zrywa czapki z głów, śnieg skrzypi pod stopami – zima na dobre...


















