Marcin Najman i kobiety w jego życiu
Jest wysoki, dobrze zbudowany, sławny i na pewno nie należy do biednych. Ma 31 lat, własną firmę i najważniejszą walkę w karierze przed sobą. Dla wielu kobiet może jawić się jako świetny materiał na męża, chociaż wcale nie myśli o założeniu rodziny. Z Marcinem Najmanem rozmawiamy o kobietach.
Dossier:
Data urodzenia: 13 marca 1979
Miejsce urodzenia: Częstochowa
Zajęcie: bokser i swój własny manager, od 10 lat prowadzi firmę Najman Box, od niedawna bierze udział w walkach MMA
Ł.O.: Kiedy widzisz kobietę, na co zwracasz uwagę?
M.N.: Hmm... Nie będę kłamał i przyznam się, że jak każdy mężczyzna, jestem wzrokowcem. Zwracam więc uwagę na fizyczność. Chociaż w równym stopniu patrzę na to, czy jest sympatyczna. To jest naprawdę bardzo, bardzo ważne. Żeby nawiązać jakikolwiek kontakt z kobietą, musi pojawić się pewna nić sympatii. Bez tego atrakcyjność fizyczna zupełnie nic nie znaczy.
Dlaczego bokserzy zawsze wiążą się seksbombami?
Silni mężczyźni w ogóle przyciągają kobiety. Chodzi mi nie tyle o siłę fizyczną, ale raczej siłę charakteru. Sportowcy znajdują się w centrum zainteresowania kibiców, mediów i całej rzeszy ludzi. Dlatego też często przyciągają atrakcyjne kobiety. Nie sądzę jednak, aby bokserzy czymś się pod tym względem różnili od, na przykład, piłkarzy.
A Ty masz swój typ?
Nie. Widziałem naprawdę wiele olśniewających kobiet w swoim życiu. Myślę, że piękno ma przeróżne oblicza. Dlatego podobają mi się blondynki, brunetki i rude. Nie jestem w stanie określić jakiegokolwiek typu urody. Poza tym, jest takie powiedzenie: „Piękno jest wokół patrzącego”.
Jakie kobiety do Ciebie lgną?
Nie zauważyłem, żeby lgnęły. Chociaż nie mam problemu w nawiązywaniu kontaktów z kobietami. Nie jestem pewien, czy to one do mnie lgną, czy raczej ja do nich.
Masz swoje sposoby na kobiety?
Nie. To są zawsze sprawy indywidualnych relacji między mną, a daną kobietą. Nie mam też żadnego cudownego sposobu na podryw ani działającej zawsze formułki. Sądzę, że to byłoby w jakiś sposób nieuczciwe. Nigdy nie traktuję kontaktów z kobietami instrumentalnie. Wszystkie panie, z którymi cokolwiek w życiu mnie łączyło, darzę niezmiernym szacunkiem. Mówię to zupełnie szczerze, bez zbędnej kokieterii.
Bywasz zazdrosny o swoje kobiety?
Oczywiście, ale we wszystkim należy zachować umiar. Chorobliwie zazdrośni bywają tylko ludzie niedowartościowani i to jest przekleństwo. Odrobina zazdrości może dodać związkowi nieco pikanterii.
Zdarzyło Ci się bić o kobietę?
Dawno, dawno temu. Wcale nie jestem z tego dumny. Nie chciałbym nigdy więcej tego robić, bo to szczeniackie zachowanie. Tylko od kobiety zależy, z kim się chce spotykać. Walka o jej względy to kompletna głupota. Dlatego też nie po drodze jest mi z tą walką z Saletą. Co innego, gdyby moja kobieta była w jakiś sposób zagrożona. Wtedy, naturalnie, stanąłbym w jej obronie, jak każdy mężczyzna.
Myślałeś kiedyś o założeniu rodziny?
Wstyd się przyznać, ale nie. Jestem tak zaganiany i zajęty sprawami związanymi z moją karierą i życiem, że nie mam na to zwyczajnie czasu. Wciąż coś się dzieje, mam kolejne walki, przygotowuję się do nich, szukam sponsorów. Na razie jest to dla mnie bardzo odległy temat.
Dziękuje za rozmowę.
Komentarze
Dodaj komentarz
Dodaj komentarz
Zimne ręce – gorące serce
Temperatura na minusie, mroźny wiatr zrywa czapki z głów, śnieg skrzypi pod stopami – zima na dobre...











