Nienawidzę sylwestrowej nocy!
Nie znoszę Sylwestra. Wszyscy się bawią, a ja wspominam tragicznie zmarłą narzeczoną.
Droga redakcjo,
jutro Sylwerster. Nie znoszę tej nocy, jak żadnej innej. Moja narzeczona zginęła w wypadku właśnie w sylwestrową noc - jechała do mnie. To było trzy lata temu. Niby powinienem się już pozbierać, jakoś ułożyć sobie życie. Nie potrafię. Od trzech lat żyję jak maszyna - wstaję rano, idę do pracy i wracam do pustego domu, w którym tak brakuje JEJ. Przyjaciele początkowo próbowali mnie pocieszyć, zapraszali mnie na spotkania, starali się nie zostawiać mnie samego, żebym się nie zadręczał. Z czasem zaproszenia przestały nadchodzić - nic dziwnego, zawsze odmawiałem. Nie umiem o niej zapomnieć.
I jeszcze ten nadchodzący Sylwester. Znów spędzę go samotnie - nie mam zamiaru patrzeć na szczęśliwe pary. Nie chcę też psuć znajomym humoru moją ponurą miną. Nie wiem, czy jeszcze potrafię się uśmiechać. W Sylwestra zazwyczaj siadam sam przed telewizorem, z butelką szampana (albo dwoma). Nic nie oglądam - nie skupiam się na transmisjach. Piję, dopóki nie zasnę. Nawet nie chce mi się wychodzić na balkon i oglądać fajerwerków.
Wiem, że powinienem się pozbierać, wyjść do ludzi... Może kiedyś mi się uda. Może zacznę żyć normalnie. Kto wie, może właśnie ten nadchodzący rok okaże się przełomowy... Kto wie... Tak, czy inaczej, życzę wszystkim szczęśliwego Nowego Roku.
Załamany Samotnik
Komentarze





