Moda na ślub?
„W małżeństwie to tylko siedzisz nad tą patelnią i błagasz to mięso, żeby się nie przypaliło” – mówi Kaśka, 20-letnia mężatka z Wielkopolski. Jest ładna, zgrabna, ma długie włosy. Nie maluje się, bo jak sama twierdzi, nie ma po co. Całymi dniami siedzi w domu i czeka, aż mąż wróci z pracy.
- Odsyłacze:
- Podyskutuj na forum
Coraz częściej bardzo młodzi ludzie decydują się na ślub i powodem wcale nie jest wczesna ciąża. Schemat jest zwykle ten sam: ona – licealistka, on – starszy od niej królewicz rodem z bajki. Zakochani, są ze sobą kilka lat, w tym czasie ona dojrzewa. Gdy zdaje maturę, on się oświadcza. Rodzice są przeciw, jednak młodzi pobierają się.
Oczywiście każda z nas jest inna, każda ma własną historię, kogoś kocha i co innego ją motywuje. Współcześnie mówi się o kryzysie rodziny, związków, coraz rzadszym wstępowaniu w związek małżeński. Socjologowie i księża alarmują o zmianach społecznych, zwiększającej się liczbie konkubinatów. Ci, którzy decydują się na związek małżeński, często są albo ludźmi po studiach, około 30. roku życia, albo świeżo upieczonymi maturzystami.
Karolina: Jesteśmy razem i to jest najważniejsze
Pół roku temu wyszła za mąż. Roberta poznała jeszcze w gimnazjum, gdy miała 15 lat. Oświadczył się jej imprezie osiemnastkowej. Wszyscy bili brawo, to była najpiękniejsza noc jej życia. Zgodziła się bez wahania i nieco ponad rok później stanęła na ślubnym kobiercu. Na początku rodzice nie traktowali ich planów poważnie. Ślub uznali za fanaberię nastolatków. Długie rozmowy, płacze, słowne potyczki.
„Było bardzo ciężko… Ciągłe pytania, gdzie będziemy mieszkać, jak żyć, czemu tak wcześnie. Robert jest ode mnie tylko rok starszy. Nigdy nie pracowaliśmy. Obecnie oboje znaleźliśmy zajęcie. Ja w biurze, a mój mąż jako kierowca. Radzimy sobie, jesteśmy razem i to jest najważniejsze. Na razie wzięliśmy ślub cywilny, teraz zbieramy na kościelny. Rodzice też się już przekonali”.
Marzena: Nie chciałam nikomu niczego udowadniać
Marzena poznała swojego męża przez wspólnych znajomych. Zawsze przyjaźniła się z ludźmi starszymi od siebie. Grzesiek miał wówczas 25 lat, ona zaledwie 17. Spotykali się najpierw potajemnie, bez wiedzy jej rodziców. Mieszkali w miastach oddalonych od siebie o 100 km, on przyjeżdżał do niej co tydzień. Zawsze z kwiatami.
„Zakochałam się od pierwszego wejrzenia. Cały świat to był mój Grzesiu. Tuż po maturze przeprowadziłam się do Krakowa, żeby być bliżej niego. Pracowałam jako kelnerka, zrobiłam sobie rok przerwy od nauki. Jeszcze w czerwcu Grześ mi się oświadczył. Bez wahania przyjęłam jego propozycję. Nie chciałam nikomu niczego udowadniać. Z Grześkiem byliśmy ze sobą trzy lata, znaliśmy się, bardzo kochaliśmy, więc wzięliśmy ślub. Mimo że teraz siedzę w domu i nie pracuję, to jestem najszczęśliwszą kobietą na Ziemi. Studiuję zaocznie, choć czasami chciałabym dziennie. Nie chcę myśleć o sobie jako o 21-latce, która jest kurą domową. Życie studenckie, imprezy… znam je ze zdjęć koleżanek na Facebooku i naszej-klasie. Jednak musisz wiedzieć, że ja też się upijam – śmieje się Marzena – tylko że z naszymi wspólnymi znajomymi… Chociaż troszkę zazdroszczę moim koleżankom, to z drugiej strony, mam coś, czego one nie mają” – dodaje. Wygląda na szczęśliwą. Z dumą pokazuje zdjęcia swojej sukni ślubnej. „Chciałam być księżniczką tego dnia. Pierwszy raz w życiu, tą najważniejszą, w bieli. Moja suknia była tak wielka, że ledwie zmieściła się do samochodu. Gdy jechaliśmy do kościoła, Grześ musiał siedzieć na miejscu obok kierowcy, bo tiul siedział z tyłu”.
Barbara: Wiedzieliśmy, że rodzice będą przeciw.
Baśka ma 21 lat. Dwa lata temu rozstała się ze swoim chłopakiem, z którym była przez rok. Źle znosili rozłąkę. Stęsknieni wrócili do siebie. Obecnie są małżeństwem z rocznym stażem i rodzicami pięciomiesięcznej Julci.
Komentarze





