- Strona główna »
- Biznes »
- Własny biznes »
Andrzej Szulc - Fotografia za jeden uśmiech
Jest fotografem, który poprzez ruch PodarujPortret odwraca standardowy model komercyjnej fotografii. Ideą tej inicjatywy jest dawanie ludziom ich własnych portretów, bez zapłaty. To przywraca wiarę w humanizm fotografii. Wskazuje, że oprócz zarabiania i korzyści liczy się też bezinteresowne dzielenie swoimi umiejętnościami.
Dossier:
Data i miejsce urodzenia: 6 marca 1978 r., Warszawa
Fotograficzne osiągnięcia: Publikacje moich zdjęć w miesięczniku „MotoSalon” (galeria.andrzejszulc.com/publikacja1motosalon.pdf) oraz w kwartalniku „Top Class” (galeria.andrzejszulc.com/publikacja2topclass.pdf)
Współpraca fotograficzna z Radio Kolor – Poranek VIP’a – vip.andrzejszulc.com
Strona internetowa akcji: www.podarujportret.pl
M.W.: Co przedstawiały twoje pierwsze samodzielne zdjęcia?
A.S: Pierwsze zdjęcia robiłem Zenitem w mojej szkole, słynnej poligraficznej w Warszawie, na ulicy Stawki. Popełnił samobójstwo chłopak dręczony przez nauczyciela i uczniowie zrobili szeroko zakrojoną akcję protestacyjną. O tym był mój pierwszy reportaż. Później fotografowałem na slajdach przygotowania do przyjazdu Jana Pawła II do Warszawy i samą wizytę. Posługiwałem się Canonem mojego ojca. To od niego załapałem bakcyla na cykanie zdjęć.
W jaki sposób uczyłeś się fotografii?
Uczyłem się, po prostu robiąc zdjęcia. Podglądałem też trochę ojca. Swoje fotografie pokazywałem różnym osobom. Teraz staram się publikować jak najwięcej zdjęć w sieci, na różnych portalach typu digart, facebook itp. Chcę, aby ludzie je konstruktywnie oceniali. Nie boję się krytyki. Czasem jest bolesna. Zwłaszcza, kiedy zdjęcie wg mnie udane jest oceniane jako beznadziejne. Jednak bez narażania się na krytykę nie mógłbym się rozwijać. Tak już jest. Byłem też kiedyś na kursie fotografii studyjnej. To zaowocowało kilkoma domowymi sesjami. Jedna z modelek, moja koleżanka, w dowód wdzięczności za wykonaną sesję kupiła mi kilka akcesoriów fotograficznych. Używam ich teraz przy robieniu zdjęć studyjnych.
Czego nie lubisz we współczesnej fotografii?
Nie lubię ogłoszeń fotografów, którzy chcą rozbudować swoje portfolio i dają ogłoszenia skierowane do dziewczyn: „Jeśli się rozbierzesz, zrobimy ci fajne zdjęcia. Mogą być też softporno. Oczywiście wszystko tylko za darmo”. Uważam, że kobieta nie musi się rozbierać, żeby dobrze wyjść na zdjęciu.
Co cię inspiruje poza fotografią?
Film, ciekawe ujęcia. Ludzie i ich zachowania. Czasem jedno spojrzenie na jakąś sytuację rodzi pomysł o całej sesji zdjęciowej.
Kim są twoi mistrzowie?
Tomasz Gudzowaty, Tomasz Mielcarz, Grzegorz Osuch, Vincent Laforet. Staram się ich podglądać, ale bez ślepego naśladowania.
Twoje sesje ślubne nie są standardowe. Opowiedz o tym.
Czy rzeczywiście są niestandardowe? Zależy, kto na to patrzy. Pociągają mnie miejsca niedostępne i nietypowe, np. fabryki, stare hale, stare budynki. Młoda para ślicznie wygląda na tle ceglanego muru z niebieskim niebem nad głowami (foto 1, 2). Moim zdaniem, zdjęcia ślubne „w parku” są niemożliwie banalne. Charakter sesji zależy też od państwa młodych i ich preferencji. Na szczęście zazwyczaj wszyscy zgadzali się na moje propozycje. Cieszy mnie to, bo chcę robić niepowtarzalne zdjęcia, które oglądający skomentuje: takich zdjęć, w takich miejscach nigdy wcześniej nie widziałem!
Jaką fotografię preferujesz?
Fotografuje cyfrowo, ale od czasu do czasu również cykam analogiem. Przy fotografii cyfrowej jest większy margines błędu. Karta pamięci 2 GB pomieści ok. 200 zdjęć, a nie 36, jak klisza. Obrobienie zdjęć cyfrowych zajmuje w sumie kilka godzin, a nie kilka dni. Z tego powodu szanuję i doceniam tych fotografów, którzy nadal robią zdjęcia na kliszy. Trzeba być naprawdę dobrym, aby w ważnej chwili uchwycić właściwy moment i być w pełni zadowolonym. Osobiście nigdy nie przełączam aparatu w tryb serii. Staram się robić jedno, dwa zdjęcia, ale w punkt, niż całą serię.
Jakie fotografie wzbudzają w tobie prawdziwe emocje?
Gdy oglądałem zdjęcia z tragedii na Haiti, coś ściskało mnie w gardle. Zdjęcia były straszne, ale oddawały pełnię zdarzeń. Według mnie fotografia reportażowa oddaje powagę sytuacji.
Skąd wziął się pomysł na ruch PodarujPortret w Polsce?
W oryginale jest to Help-portrait.com. Nie ja sprowadziłem ten pomysł do Polski. Przeglądałem kiedyś zagraniczne blogi i natrafiłem nieoczekiwanie na stronę help-portrait.com. Brakowało wśród nich zaangażowanych osób z Warszawy. Ponieważ bardzo spodobał mi się ten pomysł, postanowiłem zapoczątkować go i propagować w tym mieście na szerszą skalę. Jeśli się uda, chciałbym inicjować te działania również poza stolicą. Wierzę, że trzeba pomagać i dawać bezinteresownie. Taka pomoc wraca ze zdwojoną siłą.
Jaka jest idea tego ruchu?
Chcemy dawać fotografie osobom, które nie mają szans na otrzymanie zdjęć, nie mówiąc o profesjonalnych portretach. Nie fotografujemy dla wzbogacenia własnego portfolio ani strony internetowej. Zdjęcia są podarunkiem dla tych, których fotografujemy.
Kto się zgłasza?
Dzieci z rodzicami, osoby starsze z wnuczkami. Tak naprawdę to może być każdy, ważne, aby chciał sobie zrobić zdjęcie i dobrze się przy tym bawił.
Gdzie udało wam się już podarować portrety?
Odbyły się już trzy akcje podarujportret.pl. Pierwsza – w Domu Kultury Świt na Warszawskim Bródnie. Druga akcja razem z Atelier Foksal – podczas święta ul. Foksal. Trzecia akcja została przeprowadzona podczas XIII Pikniku Radio Kolor w Powsinie.
Podczas akcji zdarzyło się coś szczególnego, co zapamiętałeś?
Wzruszający był ojciec z synkiem cierpiącym na autyzm. Pragnęli mieć wspólną fotkę. Synek uśmiechał się podczas sesji… Rozbrajającym był również Pan który chciał koniecznie zdjęcie z swoimi pieskami. (http://galeria.podarujportret.pl/akcja3/images/podarujportret3_6120.jpg)
W filmie promującym Help-portrait.com mowa jest o nadziei. W jaki sposób wasz ruch daje ludziom nadzieję?
Nadzieje na lepsze jutro. Na pewno chcemy dawać radość i dobry nastrój. Jeśli przy tym dajemy nadzieję, jest super!
Ostatnio był portret rodzinny w Powsinie. Co dalej?
Ciężko przewidzieć. Staramy się rozsyłać zapytania o możliwość organizacji naszej akcji podczas różnych innych imprez (jak to było w DK Świt, święto ul. Foksal), niestety odzew jest zerowy. Martwi mnie to. Według niektórych mogą być ważniejsze rzeczy niż zdjęcie-portret. Czasem jednak taki drobiazg może odmienić ludzkie życie. Najnowsze akcje będziemy ogłaszać na naszym facebookowym profilu i stronie internetowej www.podarujportret.pl.
Kogo obecnie skupia ruch PodarujPortret?
Aktualnie zaangażowanych osób jest niewiele. Dlatego każdy może być przyjęty z otwartymi ramionami. Jedyny warunek, to robić zdjęcia i oddawać je komuś za tak zwany uśmiech.
Jeśli ktoś będzie zainteresowany wsparciem nas podczas akcji, zapraszamy! Jeśli chcecie i możecie nam pomoc w zorganizowaniu miejsca akcji PodarujPortret lub możecie pomóc wywołać zdjęcia, znaleźć sponsora na materiały do drukarki fotograficznej, będziemy bardzo szczęśliwi...
Na czyją pomoc i współpracę najbardziej liczycie?
Podczas akcji PodarujPortret drukujemy zdjęcia tuż po ich zrobieniu. Nie chcemy pieniędzy. Poszukujemy sponsorów na materiały eksploatacyjne do naszej drukarki do zdjęć. W zamian oferujemy miejsce reklamowe na naszych rollupach oraz stronie internetowej.
Co znaczy dla ciebie wiara w rzeczy niemożliwe? Wspomniałeś o niej na swojej stronie.
Kilka lat temu, zaczynając zabawę w fotografię, szedłem za pasją. Nie śniło mi się nawet, że teraz będę fotografować np. Rafała Maseraka lub innych celebrytów. Marzenia i wiara, że wszystko może się zdarzyć, doprowadziły mnie tu, gdzie jestem teraz. Cały czas uczę się i rozwijam. Bardzo ciekawi mnie również praca operatora. Aparat chcę trzymać w ręku do końca życia i używać go tak długo, jak tylko będę mógł. Teraz moją muzą oraz największym wsparciem jest moja narzeczona Lenka. To jej zrobiłem moim zdaniem najlepsze zdjęcie (foto Lenka).
Dziękuję za rozmowę, trzymam kciuki za ruch PodarujPortret w Polsce i życzę wielu ludzkich uśmiechów.
Komentarze
Dodaj komentarz
Dodaj komentarz
Zimne ręce – gorące serce
Temperatura na minusie, mroźny wiatr zrywa czapki z głów, śnieg skrzypi pod stopami – zima na dobre...
















